Tak naprawdę nazywa się Maria Zofia Jeżowska. "Majką" stała się, jak to zwykle bywa, trochę przez przypadek. Chciała nagrać piosenkę dla swojego syna. Szperając w archiwach, zorientowała się, że ta dziedzina w Polsce jest po pierwsze bardzo uboga, a po drugie, jeśli już jest, to jej jakość bywa bardzo niska. – – wspomina w rozmowie z dziennik.pl artystka.
Płyta, jak na ówczesne czasy, rzeczywiście okazała się niebywałym sukcesem. Sprzedano ją w ponad 50 tys. egzemplarzy. Chwilę później powstał oparty na tym samym tytule musical, a libretto do niego napisał Jacek Cygan. Ich współpraca trwała wiele lat. Razem wypromowali wiele młodych talentów, które razem z nimi jeździły po Polsce i koncertowały. Wśród nich byli m.in. Krzysztof Antkowiak, Katarzyna i Magda Fronczewskie, czy zespół Papa Dance.
W latach 90. założyła własne przedsiębiorstwo fonograficzne JA MAJKA Music, w ramach, którego wydała kilkanaście swoich płyt z muzyką dla dzieci, zorganizowała kilka tysięcy własnych koncertów oraz różnego rodzaju imprez dla dzieci i rodzin.
- – tak o współpracy z Cyganem Jeżowska mówiła podczas jego benefisu w radiowej Trójce.
Teraz po 40 latach pracy artystycznej na scenie w Opolu ona sama będzie świętowała swój jubileusz.
- – mówi w rozmowie z dziennik.pl.
W Opolu z pewnością nie zabraknie tych, którzy bardzo dobrze pamiętają jej barwny styl, bo Jeżowska poza piosenkami dla najmłodszych, zapisała się w świadomości swoich odbiorców jako kolorowy ptak. Na scenie zazwyczaj pojawiała się w tiulowych spódnicach i połyskujących cekinami wielkich kokardach na głowie.
Skąd wziął się ten sceniczny image? Jeżowska przyznaje, że nikt tego nie wymyślił, bo w latach, gdy zyskiwała na popularności, nie było stylistów, czy specjalistów od wizerunku. Gdy w latach 80. zaliczyła swój debiut i po urodzeniu syna wybrała się do USA, nie stać było jej na drogie ciuchy. – – wspomina piosenkarka.
Gdy pokazała się tak na festiwalu w Opolu, ochrzczono ją "polską Cyndi Lauper". Kokardy, tiulowe sukienki, różowe rajstopy w kontrze do szarej i ubranej na czarno polskiej rzeczywistości lat 80. wywołały zdumienie wielu, a ona sama, jak przyznała w jednym z wywiadów, "nie była pewna, czy ktoś ją rozumie".
– – stwierdziła w wywiadzie z Angeliką Swobodą. Powrót do Polski okazał się jednak dobrą decyzją. Kariera Majki nabrała tempa po tym, jak Tadeusz Broś, twórca i reżyser programu dla dzieci "Teleranek", zaproponował jej nagranie teledysku do piosenki "A ja wolę moją mamę".
Młodej publice tiulowe spódnice, kokardy i rytmiczna piosenka od razu przypadły do gustu. Setki koncertów, specjalnych programów telewizyjnych sprawiły, że choć wcześniej szlifowała wokal pod okiem Krystyny Prońko a jej marzeniem były standardy soulowe i jazzowe, stała się "piosenkarką dla dzieci".
- – mówi Maria Szabłowska, dziennikarka muzyczna.
Przyznaje, że ta zmiana nie tylko się udała, ale wyszła Jeżowskiej na dobre. – – dodaje dziennikarka.
Sama Jeżowska przyznaje, że miała w swoim życiu czas zwątpienia. – – uważa Jeżowska.
Zdaniem dr Karola Jachymka, kulturoznawcy z Uniwersytetu SWPS, oprócz dużej kultury muzycznej profesjonalizmem, popularność Jeżowskiej wiąże się właśnie z tym, że bardzo serio traktuje swoją grupę odbiorczą. –– uważa. Zwraca uwagę, że artystka traktuje tę grupę wiekową jako dojrzałych odbiorców. – – śmieje się dr Jachymek.
Jeżowska przyznaje, że tajemnica jej fenomenu tkwi w jeszcze jednym ważnym szczególe. – – wyznaje.
Na scenie od kilku lat towarzyszą jej młodzi muzycy. – – uważa.
Nie ukrywa, że jej występy są także formą edukacji najmłodszych, mówienia im o ważnych sprawach. Utwór "Kolorowe dzieci", w którym poruszany jest problem tolerancji wobec innych narodowości, znowu stał się bardzo aktualny. W tym roku po raz 14. odbędzie się festiwal "Rytm i melodia" w Radomiu, którego celem jest popularyzacja twórczości piosenkarki oraz promowanie młodych talentów wokalnych. W Opolu poza piosenkami dla dzieci, Jeżowska zaśpiewa też swoje "dorosłe" hity. Udało jej się namówić swoją profesor Krystynę Prońko do wspólnego występu. Wspólnie wykonają piosenkę "On nie kochał nas", która powstała na bazie ich osobistych doświadczeń. Obie kochały tego samego mężczyznę – kompozytora Janusza Komana, który był mężem Prońko. Gdy w 2015 roku Jeżowska proponowała jej wspólny występ, nie doszło do współpracy.
"Przyjaciółko mego serca – wróć,
on nie jest wart,
by przez niego niewidzialny mur
tak dzielił nas"
- brzmią słowa piosenki.
Moment, gdy wspólnie zaśpiewają ją na scenie będzie przełomowy.