W centrum kongresowo-kulturalnym, gdzie odbywała się uroczystość, scena przypominała bardziej wybieg - wydłużona, oglądana z trzech stron, w niczym nie kojarzyła się z klasycznym podziałem na artystę stojącego z przodu i patrzącą na niego publiczność. W Sewilli siedzieliśmy i podziwialiśmy to, jak w ekspresowym tempie budują się gargantuiczne scenografie, jak artyści niczym kaskaderzy walczą z grawitacją i prawami fizyki, jak prawdziwy ogień miesza się z laserowymi światłami. W tym wszystkim jednak nie zaginął śpiew. Oto pięć występów, których nie da się zapomnieć!

1. ROSALIA "DI MI NOMBRE"

Oglądanie, jak w kilkadziesiąt sekund powstaje gigantyczna scenografia złożona z ponakładanych jedno na drugie krzeseł, było nie mniejszym przeżyciem niż sam występ hiszpańskiej megagwiazdy, której rodacy zgotowali fantastyczne przyjęcie. Salwy okrzyków i burza oklasków trwały nieprzerwanie przez cały czas, kiedy wykonywała swój hit. To, co wyczyniali jej tancerze, którzy niczym akrobaci balansowali na oparciach krzeseł, przyprawiało o zawrót głowy. W transmisji telewizyjnej ten kunszt ginie gdzieś na drugim planie. Na żywo nie dało się od niego oczu oderwać.

2. DUA LIPA "DON'T START NOW"

Brytyjka pierwszym singlem z nowego albumu, który zapowiada jako hołd muzyce disco z lat 70., otworzyła galę w Sewilli. I od razu ustawiła wysoko poprzeczkę! Jej tancerki w obcisłych żółtych kombinezonach zalały scenę, która wcześniej wypełniła się przezroczystymi krzesłami. Z daleka występ wyglądał na wygenerowany komputerowo teledysk na ścianie, a nie rzeczywisty koncert. Dua jako jedyna ubrana na czarno idealnie kontrastowała z roztańczonymi koleżankami. Ale nie tylko dlatego nie dało się od niej oderwać oczu. Bo taniec, który na tę wyjątkową noc przygotowała, bronił się sam w sobie. Teraz jeszcze bardziej czekamy na nadchodzący krążek. Tytuł poznamy już pod koniec roku!

3. NIALL HORAN "NICE TO MEET YA"

Po tym występie krytycy muzyczni orzekli, że dla Nialla Horana rozstanie z One Direction może okazać się takim samym przełomem, jak dla Justina Timberlake'a pożegnanie z 'N Sync. Na solowej drodze kariery chłopak pokazuje pazur, objawia się z zadziorności i niepokorności. Słodziak od miłosnych ballad o niczym zmienia oblicze także za sprawą głosu, który ochrypł, obniżył się, a i to, o czym śpiewa nabrało pikanterii. W Sewilli 26-latek zaprezentował się jako chłopak z gitarą, któremu towarzyszyła niesamowita choreografia świateł. Niczym miecze świetlne cięły scenę i powietrze, podbijając rockowy anturaż.

4. NCT 127 "HIGHWAY TO HEAVEN"

Fenomen K-popu dotarł i do Europy, gdzie zdobywa coraz liczniejsze grono fanów. Szaleństwo podczas występu NCT 127 w Sewilli pozwoliło nam zrozumieć dlaczego. Bo to nie tylko melodyjne, wpadające w ucho kawałki, które nie sposób przestać nucić, ale też perfekcyjnie dopracowany show stoją za sukcesem tego gatunku. Roztańczonym chłopakom, ubranym w oryginalne marynarki, towarzyszyła cała gama efektów dodatkowych. Od świateł można było oślepnąć, a od dymiących kominów i migocących ubrań dostać oczopląsu! To się nazywa spektakl!

5. LIAM GALLAGHER "WONDERWALL"

Nagrodzony MTV EMA dla ikony Gallagher przypomniał, o co tak naprawdę chodzi w muzyce. To był najbardziej klasyczny z sewilskich występów. I zarazem jeden z najbardziej niezapomnianych. Gallagher nachylił się nad mikrofonem, zaczął śpiewać i... nie pozwolił od siebie oderwać wzroku. Kiedy wykonał "Wonderwall", przypomniał, czym różni się zrobienie wrażenie przez pięć minut od nagrania ponadczasowego hitu. Dla pokolenia wychowanego w latach 90. to była najważniejsza część wieczoru - tłum refren odśpiewał za każdym razem za Gallaghera!