Urodzony 10 stycznia 1945 r. w Londynie Rod Stewart przestał chodzić do szkoły już w wieku 15 lat. Jak przyznaje w książce „Rod. Autobiografia” (polskie wyd. Pascal, 2013), nie myślał o karierze muzycznej, bo panicznie bał się wystąpień publicznych. Nie mając na siebie pomysłu, trafił do fabryki tapet, skąd wyrzucono go, gdy tylko wyszło na jaw, że jest daltonistą. Próbował też swoich sił jako elektryk i montażysta ram do obrazów w zakładzie pogrzebowym. Nieprawdą jest jednak plotka, że pracował jako grabarz. Nie dementował jej tylko dlatego, że – jak pisze w swojej biografii - „ten mroczny i tajemniczy epizod mógł stanowić całkiem niezłe tło dla jego historii”. Jedyny związek z muzyką, jaki mógł mieć w tamtych czasach, to wielka sympatia dla Ala Jolsona – pianisty, autora piosenek i komika, aktora pierwszego w historii kina filmu z dźwiękiem „Śpiewak jazzbandu” w reż. Alana Croslanda – którą dzielił z rodzicami i czwórką rodzeństwa.

Reklama

Karierę rozpoczął dopiero na początku lat 60. XX w. w ekipie folkowego piosenkarza Wizza Jonesa, towarzysząc mu w trasie koncertowej po Europie. Został wtedy jednak aresztowany za włóczęgostwo i deportowany do Anglii. W 1963 r. dołączył do rhythm’n’bluesowej grupy Jimmy Powell & the Five Dimension, w której śpiewał i grał na harmonijce, ale nie zagrzał tam długo miejsca i przez kolejne dwa lata przechodził z zespołu do zespołu.

Przełom nastąpił w 1965 r., kiedy dołączył do zespołu Steampacket, rozgrzewającego publiczność na koncertach The Rolling Stones i The Walker Brothers. To z nim w 1966 r. nagrał pierwszy album, a gdy grupa się rozpadła próbował szczęścia w modnym wtedy repertuarze bluesowym. Przez trzy lata śpiewał też w The Jeff Beck Group, która mimo krótkiej działalności zdobyła ogromną popularność. Równolegle do gry w zespole The Faces rozpoczął występy solowe.

Jednak dopiero jego trzeci album „Every Picture Tells a Story” wzbudził większe zainteresowanie. Wtedy artysta już na dobre porzucił bluesa, a zajął się wykonywaniem rocka – zarówno w wersji szybkiej i tanecznej, jak i refleksyjnej, balladowej. Gdy jego utwory „wskoczyły” już na szczyty list przebojów, zaczął się też skłaniać ku soft rockowi i muzyce pop, w którą wplatał elementy disco. W jego piosenkach z XX w. słychać nawet wpływy wokalistyki jazzowej.

Rod Stewart to jedna z największych legend brytyjskiej muzyki” – powiedział PAP Piotr Krajewski. „Jego fenomen polega na tym, że przez wiele lat potrafił odnaleźć się w tak dużej liczbie gatunków muzycznych. Daje sobie z nimi radę, a chyba mało który znany artysta tworzył tak różne albumy. Każdy może więc znaleźć coś dla siebie w jego twórczości. Słynie też z zachrypniętego, ciepłego głosu, który albo lubisz, albo nienawidzisz. Może dzięki temu charakterystycznemu wokalowi jego sława nie słabnie przez tyle lat. Jest dosyć przaśny, ale nie jest to jednoznacznie negatywne” - ocenił.

Pierwszy solowy album Roda Stewarta został wydany w 1969 r. W USA nosił nazwę „The Rod Stewart album”, a w Europie „An Old Raincoat Won’t Never Let You Down” i był zestawem ośmiu rockowych utworów. Następnie w 1970 r. pojawiła się płytaGasoline Story” , a rok później „Every Picture Tells a Story”, która uplasowała się na pierwszym miejscu zestawienia najlepiej sprzedających się albumów w Wielkiej Brytanii. Hitem stała się wówczas piosenka „Maggie May” z tego albumu. Płytę „Never Dull a Moment” krytyka przyjęła z nieco mniejszym entuzjazmem, ale kolejna – „Smiler” znów znalazła się na szczytach zestawień. Podobnie było z „Atlantic Crossing”, która zasłynęła dzięki hitowi „Sailing”.

Między rokiem 1978 a 1989 Stewart skierował swoje poszukiwania ku rytmom disco. Na płycie „Blondes Have More Fun” (1978) wylansował piosenkę „Do Ya Think I’m Sexy”. Album „Tonight I'm Yours” osiągnął status platynowej płyty. Za piosenkę „Downtown Train” z płyty „Out of Order” Stewart otrzymał nominację do nagrody Grammy.

Reklama

Lata 2002-2005 to z kolei czas publikacji jego czterech albumów składających się na słynny „The Great American Songbook”. Na pierwszym z nich „It Had to Be You”, znajdują się typowe amerykańskie standardy z lat 30. XX wieku. Druga płytaAs Time Goes By” to duety wokalisty m.in. z Cher i Queen Latifah. Na płycie trzeciej „Stardust” zawarte zostały standardy jazzowe i swingowe amerykańskiej muzyki rozrywkowej lat 20, a czwartą Stewart nagrał w towarzystwie Eltona Johna, Chaki Khana i Diany Ross.

„+The Great American Songbook+ świadczy o tym, że Rod Stewart to wokalista raczej dla starszych odbiorców” – powiedział Krajewski. „Wśród młodych słuchaczy nie będzie miał raczej wielu fanów. On tymi utworami konserwuje emocje i wspomnienia z dawnych czasów" - ocenił.

Według szacunków znawców rynku muzycznego Rod Stewart ciągu swojej kariery sprzedał łącznie ponad 250 mln singli i płyt. Przez ponad 50 lat zdobył wiele poważnych nagród, m.in. Grammy w kategorii Living Legend, nagrodę „New York Times'a” dla bestsellerowego autora i ASCAP Founder Award. W 2016 r. został uhonorowany przez brytyjskiego księcia Williama tytułem szlacheckim za osiągnięcia artystyczne oraz działalność charytatywną.

Zdarzały się też nagrody w zupełnie innej dziedzinie jak np. drugie miejsce w rankingu na najseksowniejszy utwór miesięcznika „Billboard” dla piosenki „Tonight's The Night” i dziesiąte miejsce dla „Da Ya Think I'm Sexy”.

W Polsce Rod Stewart pojawił się pięć razy. Po raz pierwszy w 2007 r. zagrał w Gdańsku podczas koncertu „Przestrzeń wolności” z okazji rocznicy podpisania Porozumień Sierpniowych. Cztery lata później śpiewał na toruńskiej Motoarenie, a w 2013 r. na Stadionie Miejskim w Rybniku. W 2016 r. zagrał koncert w Łodzi w ramach trasy „The Hits”, a w 2019 r. w krakowskiej Tauron Arenie.

Poza muzyką ma wiele innych pasji. Nigdy nie krył na przykład, że drugą jego największą namiętnością jest futbol, a karierę muzyczną wybrał tylko dlatego, że nie można jednocześnie „grać w piłkę nożną i pić”. Twierdzi jednak, że ulubiona gra uchroniła go przed narkotykami, bo nie mógłby po nich zjawić się na boisku. Terminy jego tras koncertowych układane są tak, żeby Rod nie przegapił meczów drużyny Celtic Glasgow, której jest wiernym fanem, a kiedy mieszkał w Stanach Zjednoczonych i ze względów podatkowych przez rok miał zakaz powrotu do Anglii, meczów słuchał przez telefon, rozmawiając z ojcem. Muzyk jest jedną z dwóch osób (obok komika Billy’ego Connolly’ego), na którego na stadionie Caltic Park w Glasgow zawsze czeka wolne miejsce.

Stewart interesuje się też modelarstwem kolejowym i często podkreśla, że to nie zabawa, ale prawdziwa pasja, którą powinien mieć każdy poważny mężczyzna. Makieta kolejowa w jego mieszkaniu zajmuje aż dwa pokoje, a gdy jedzie w trasę, zabiera ze sobą trzy walizki z modelem, farbami i narzędziami. Dostał od Amerykańskiego Stowarzyszenia Modelarzy Kolejowych „dyplom mistrzowski” za propagowanie pasji, a w 2010 r. wystąpił na okładce „Model Railroader” – czasopisma branżowego dla modelarzy. „Okładka magazynu +Rolling Stone+ jest niczym w porównaniu z tym osiągnięciem” – napisał w autobiografii. Tłumaczył jednak, że w tym hobby nie chodzi wcale o pociągi, bo tak naprawdę szczególnie go nie interesują: „Największą przyjemność sprawia mi budowanie miast i krajobrazów otaczających tereny kolejowe (...) Fascynuje mnie architektura, a zwłaszcza proces starzenia się i niszczenia budynków” – pisał w „Rod. Autobiografia”.

Od 2016 roku walczy z nowotworem prostaty, co ogłosił we wrześniu 2019 r. podczas imprezy charytatywnej Prostate Project w Surrey w południowo-wschodniej Anglii. Zachęcał tam zgromadzonych, żeby często się badali.

„Ostatnie 20 lat w ogóle nie było dla niego łatwe, bo na początku tego wieku walczył też z rakiem tarczycy” – wyjaśnił Krajewski. „Pojawiła się nawet groźba, że nie będzie mógł już śpiewać, co przyjął z pokorą i planował zająć się architekturą. Ale mimo tych wszystkich problemów świetnie sobie radzi i na jego koncerty wciąż przychodzą tłumy” - dodał.

Aktualną trasę koncertową Rod Stewart zakończy w listopadzie 2020 r. w Stanach Zjednoczonych. Tym razem jednak ominie Polskę.