Reklama

O PIERWSZEJ WSPÓLNEJ PŁYCIE „NASZA MIŁOŚĆ”

D.M.: Wydawałoby się, że to mogłaby być moja pierwsza płyta, prawda? Nagrana z tatą od razu. Można było zrobić coś takiego, a jednak ten pomysł czekał wiele lat. Ale wykiełkował stosunkowo niedawno, kiedy już poczułam, że to jest ten właściwy moment. I kiedy pomyślałam sobie, że byłoby miło, żeby do taty muzyki powstały słowa i żeby te utwory, bardzo wiele jest melodyjnych utworów, stały się piosenkami. […] Ja już tak czekałam, czekałam, kiedy tę płytę nagramy. Być może, gdyby nie pandemia, to byśmy jej ciągle nie nagrali. A tu fakt, że mieliśmy trochę więcej czasu i fakt, że tata w tym roku świętuje 70. urodziny, to nas to wszystko razem przymusiło, żeby wejść razem do studia i nagrać.

O JUBILEUSZU 70. URODZIN HENRYKA MIŚKIEWICZA

H.M.: Przez to, że gram z młodymi ludźmi i obracam się w tym towarzystwie jednak młodszym, czuję się takim rówieśnikiem w zasadzie. Tym bardziej, że muzykę gramy tą samą. Tak samo gramy i to nas wyrównuje, jeżeli chodzi o wiek, o myślenie muzyczne. Także ja się czuję absolutnie młodo [śmiech].

O BRAKACH „NOWEJ NORMALNOŚCI”

D.M.: Nie czuję się dobrze w świecie, w którym nie możemy się spotkać twarzą w twarz. Jest mi miło, że się widzimy [on-line], ale jednak nie możemy się tak poczuć bezpośrednio i dla mnie to jest nienaturalne, bo dla człowieka jest naturalne, że się spotykamy i że ta energia się wymienia cały czas. Brakuje mi tego po prostu.

H.M.: Do rozmowy [forma on-line] jeszcze jakoś jest, ale przy graniu koncertów dla publiczności, której nie ma, to jest fatalnie i ja się bardzo źle z tym czuję.