Dziennik Gazeta Prawana logo

Czarno–biała muzyka Ani Teliczan

28 stycznia 2012, 09:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Ania Teliczan
Ania Teliczan/Sony Music
Wygląda jak przeniesiona z lat 60. Tak też brzmi. Debiutancki album Ani Teliczan to podrasowana nowością muzyczna podróż retro.

Z taką fryzurą zostałaby modelką Barbary Hoff. Do swojego filmu na pewno zatrudniłby ją Roman Polański. A jej głosu słuchaliby fani Ireny Jarockiej i Akwareli. Ania Teliczan równie dobrze co do Polski przełomu lat 60. i 70. pasowałaby też do światowego showbiznesu tamtego okresu. Podobnie wyglądały przecież aktorki francuskiej Nowel Fali, a śpiewały chociażby panie z The Supremes. Ledwie ponad 20-letnia Teliczan korzysta z mody na dźwięki retro i na swoim debiutanckim albumie "Ania Teliczan" przenosi nas kilkadziesiąt lat wstecz. I robi to czarująco.

Już podczas II edycji programu "Mam talent" pokazała, że doskonale czuje się w retro klimacie. Swoim wykonaniem "Rehab" z repertuaru Amy Winehouse zachwyciła jury tak, że zaczęli ją nazywać "polską Amy Winehouse". Programu jednak nie wygrała i może całe szczęście. Dzięki temu bez nadmiernej presji mogła skupić się na nagraniu debiutu. Płyta "Ania Teliczan" jest bowiem "antymamtalentowa". Nie sądzę, żeby spodobała się nastoletnim widzom programu. To materiał bardzo silnie osadzony w muzycznym kurzu, amerykańskim, ale też polskim. Dzięki producentowi Troyowi Millerowi zyskał przy tym nowoczesny sznyt. Współpracownik ulubionej wokalistki Ani, wspomnianej Amy oraz Adele i Marka Ronsona zna się na łączeniu bitów nie gryzących się ze współczesnością z dźwiękami z przeszłości jak mało kto. W muzykę Teliczan wpiął czar, prostotę i melodykę charakterystyczną chociażby właśnie dla The Supremes.

Ania dodała do tego polskie odniesienia. Zwolnione gitary, balladowe klawisze, rytmiczna perkusja, chórki i do tego delikatnie lejący się wokal na zmianę zmieniający niskie tony z wysokimi w numerze "Był taki ktoś" to przykład, którego nie pozazdrościłaby jej pewnie ani Irena Jarocka, ani Maria Koterbska. Z kolei singiel "One True Lover" brzmi jak z płyty rozkochanej w retro Brytyjki Duffy. Rytmiczny kawałek ze smyczkami, trąbkami i klawiszami to idealny prywatkowy rozkręcacz. Trochę rhythm and bluesa, trochę bigbitu. W ostatnią środę miał premierę teledysk do tego utworu, również osadzony w klimacie sprzed lat. Czarno-biały film odwołuje się do jednego z najważniejszych filmów Nowej Fali "Do utraty tchu" Jean-Luca Godarda.

Do całego klimatu doskonale pasują również teksty autorstwa Teliczan oraz Andrzeja Piasecznego: uniwersalne, nieodnoszące się bezpośrednio do współczesności, proste, ale nie prostackie. Teliczan w "Był taki ktoś" śpiewa: "To tylko wiatr/śpiewa wciąż te kilka nut/to właśnie dziś/smutek mnie odnalazł znów". Bez nadęcia, płaczliwości i samozadowolenia. Taka jest ta płyta.

Ania Teliczan | Ania Teliczan | Sony Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj