Dziennik Gazeta Prawana logo

The Cranberries wciąż w formie

24 lutego 2012, 08:42
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
The Cranberries
The Cranberries/AP
Po 10-letniej przerwie The Cranberries powracają z nową płytą. Dobrą jak ich przebojowe albumy z początku kariery.

Dwa i pół roku temu Dolores O'Riordan zdradziła mi w rozmowie, że już po drugiej płycie The Cranberries "No Need to Argue" (1994) czuła się w zespole jak w pracy. Wszystko zaplanowane, przewidywalne. W 2009 roku, po sześcioletnim rozstaniu, muzycy przypomnieli sobie jednak, że w byciu jednym z najbardziej znanych zespołów z Wysp są również związane miłe momenty i postanowili ponownie połączyć swoje siły. Jednym z takich momentów jest prezentowanie światu nowego materiału. Szczególnie jeżeli nie ma się czego wstydzić, a reakcji na swój szósty krążek "Roses" The Cranberries nie muszą się obawiać. To dobry album, którym podbiliby listy przebojów w swoich najlepszych czasach, kiedy pisali takie przeboje jak "Ode to My Family", "Zombie" czy "Dreams". Dzisiaj może być im trudniej zawładnąć listami przebojów, ale tylko dlatego, że miejsce na szczytach zarezerwowane jest dla retro wokalistek w stylu Adele albo wykreowanych produktów a la Lana Del Rey.

"Roses" zbiera to, co w The Cranberries najlepsze. Proste gitarowe melodie, smyczkowe dodatki i charakterystyczny wokal O'Riordan. Oczywiście zalety The Cranberries łatwo przerobić w wady – mdły patos, banalne melodie. Dolores i jej ekipa jednak nigdy nie udawali, że szukają nowych, alternatywnych brzmień. Chcieli być i są przebojowym poprockowym zespołem. Już dwa ujawnione w zeszłym roku single "Show Me" oraz "Tomorrow" pokazały, że "Roses" nie będzie dla Irlandczyków przełomową płytą, początkiem nowej drogi. To gotowe radiowe hity z balladowym początkiem i ostrym refrenem, dokładnie tak jak single z pierwszych płyt zespołu. "Roses" na szczęście nie raczy wyłącznie od razu wpadającymi w ucho przebojami. W "Astral Projection" muzycy bawią się rytmem i dźwiękami akordeonu. W finalnym "Roses" lejącym się jak gęsty budyń korzystają z elektroniki. W nim też O'Riordan pokazuje całe spektrum swoich możliwości: od zmysłowego szeptania do wysokiego wibrującego krzyku. To wciąż jeden z najciekawszych, najbardziej oryginalnych żeńskich wokali.

Żeby "Roses" nie drażniło, nie warto specjalnie wsłuchiwać się w słowa. O'Riordan zresztą nigdy wybitną poetką nie była. Tekst "Raining in My Heart" tylko to potwierdza: "W mym sercu pada deszcz, zawsze kiedy się rozstajemy i słońce dzisiaj również nie zaświeci, więc muszę odejść".

Mimo tych czułych banałów 26 czerwca w Warszawie materiału z "Roses" posłucham równie chętnie jak hitów z pierwszych płyt "Everybody Else Is Doing It, So Why Can't We?" i "No Need to Argue". The Cranberries wciąż w formie.

The Cranberries | Roses | Mystic

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj