W charytatywnych projektach popełnionych zostało wiele zbrodni: zarówno muzycznych (nowa wersja "We Are The World" nagrana dla Haiti przez m.in. Justina Bibera, Enrique Iglesiasa), jak i organizacyjnych (kontrowersje wokół Live Aid Boba Geldofa). Album "Chimes of Freedom: The Songs of Bob Dylan" jest wpadek pozbawiony.

Reklama

Muzyczny sukces to po pierwsze oczywiście zasługa Boba Dylana, o którym Bruce Springsteen słusznie mawiał, że potrafiłby zawrzeć cały świat w jednej piosence, zaś amerykański pisarz i dziennikarz Greil Marcus, autor książki o Dylanie, nie mniej trafnie zauważył, że piosenka to dla niego wojna.

Po drugie za sukces "Chimes of Freedom" odpowiedzialni są artyści, którzy zagrali numery Dylana. A znaleźli się wśród nich twórcy z każdego muzycznego koszyka. Jest tu ponad 90-letni Pete Seeger, na którym wychowywał się Dylan. Są klasycy swoich gatunków: Johnny Cash, Mark Knopfler, Joan Baez, Dave Matthews Band, Patti Smith, Elvis Costello. Są zupełnie niekojarzeni jako wychowankowie Boba Raphael Saadiq, Bad Religion, Queens Of The Stone Age czy Kronos Quartet. Nie zabrakło również młodych gwiazd w stylu Miley Cyrus, Maroon 5 i Keshy. Co najważniejsze, wszyscy zaprezentowali się tu przynajmniej przyzwoicie.

Od lat klasykiem jest koncertowa, powalająca wersja "All Along The Watchtower" Dave Matthews Band, ale wspomniana Cyrus też nie ma się czego wstydzić w coverze "You're Gonna Make Me Lonesome When You Go". Wielu artystów odważnie wybrało repertuar i wyszli z tego obronną ręką: Seal wspomagany przez Jeffa Becka w "Like a Rolling Stone". Nie mogło tu też zabraknąć tytułowego numeru w wykonaniu samego Dylana. To wyjątkowo trafny wybór motywu przewodniego. "Chimes of Freedom" z 1964 roku opowiada przecież o wolności i wsparciu, jakich powinni doświadczyć wszyscy pokrzywdzeni: od żołnierza wysłanego na nie swoją wojnę, przez uchodźców, po uliczną prostytutkę i biedaków.

Amnesty International nie mogło wybrać lepiej. "Chimes of Freedom: The Songs of Bob Dylan" to doskonały dowód na to, że czy się lubi Dylana czy nie, to przyznać trzeba, że jego utwory są uniwersalne i wdzięczne do interpretacji. Okazało się, że umieszczając aż 76 gwiazd na czterech płytach, można uniknąć wpadek. Może brakuje tu tylko kilku klasycznych już wykonań "Knockin' On Heaven's Door" Guns N' Roses czy "All Along the Watchtower" Jimiego Hendriksa. Ale bez nich ta składanka i tak robi wrażenie.

Reklama

Chimes of Freedom: The Songs of Bob Dylan | Amnesty International