Thom Yorke z kapelą Atoms For Peace wydał album "Amok", a Trent Reznor z projektem How to Destroy Angels krążek "Welcome Oblivion". Trudno jednak mówić o zaskoczeniu, widząc wspomniane płyty na sklepowych półkach. Z nowymi projektami Yorke i Reznor występują już kilka lat, nie pierwszy raz też wycofują się z kapel, które dały im największy rozgłos, by zanurzyć się w inny muzyczny świat. Muzycy nie są też w tym odosobnieni. Wielu liderów nagrywa materiały poza macierzystymi formacjami, żeby wspomnieć chociażby Dave'a Gahana (płyta z Soulsavers), Chestera Benningtona z Linkin Park (Dead By Sunrise) i Artura Rojka z Myslovitz (Lenny Valentino). Mimo to warto na "Amok" i "Welcome Oblivion" zwrócić uwagę, bo to płyty szczególne.

Reklama

W Atoms For Peace poza Yorkiem znaleźli się szalony basista Red Hot Chilli Peppers Flea, producent płyt Radiohead Nigel Godrich (klawisze), współpracujący m.in. z Beckiem i R.E.M. perkusista Joey Waronker oraz brazylijski instrumentalista, występujący z Davidem Byrnem i Brianem Eno, Mauro Refosco. Od pierwszych dźwięków na "Amok" słychać, że rządzi przede wszystkim wokal Yorke'a. Zresztą panowie z Atoms For Peace po raz pierwszy spotkali się cztery lata temu na scenie podczas koncertu promującego solowy album Thoma "The Eraser".

Dwa lata temu Flea powiedział magazynowi Rolling Stones: – Trudno mi zdradzać, jak ten materiał brzmi. Tajemnica powinna zostać tajemnicą. Ale Thom i Nigel tworzą coś niesamowitego. Bardzo w nich wierzę”. Stało się jasne, że powstanie krążek Atoms For Peace. Muzycy spędzili zaledwie trzy dni, nagrywając "Amok". Tom Yorke mówił, że chcieli stworzyć muzykę zacierającą granice między żywym graniem i programowaniem. Trzeba przyznać, że to się udało. Z jednej strony płyta brzmi luźno i słychać prawdziwe instrumenty, a z drugiej jest dopracowana, wysmakowana i syntetyczna. Zaskoczeniem może być mała ilość wyraźnego basu, którym Flea rozsadza płyty Red Hotów. Atoms For Peace blisko do Radiohead, ale tego sprzed lat, bardziej przebojowego. Wyznawcy tego zespołu będą na pewno bardziej zadowoleni z materiału "Amok" niż fani szaleństwa w stylu Red Hot Chili Peppers. – Amok przynosi muzykę mocno zakorzenioną w elektronicznych brzmieniach. Można by zaryzykować stwierdzenie, że jest to muzyka taneczno-eksperymentalna. Ja po prostu tego słucham – mówił Yorke, dodając: – Atoms to ciągły i otwarty projekt, który prowadzi nas w nieznane. I w tym jego urok. Trzeba przyznać, że swoją podróż członkowie Atoms For Peace zaczęli od ciekawego kierunku.

Trent Reznor z How to Destroy Angels wystartował niemal w tym samym czasie co Atoms For Peace. Kapela lidera Nine Inch Nails, jego żony Mariqueen Maandig, współautora muzyki do "Social Network" Atticusa Rossa i odpowiedzialnego za wizualną stronę twórczości NIN Roba Sheridana w 2010 roku wydała epkę "How to Destroy Angels". Po niej nieco przygaśli, bo Reznor pisał muzykę do wspomnianego "Social Network" oraz "Dziewczyny z tatuażem" (na ten soundtrack nagrał jako How to Destroy Angels piosenkę Bryana Ferryego "Is Your Love Strong Enough?"), do gry "Call of Duty: Black Ops II", pracował też chociażby z Maynardem Jamesem Keenanem z Toola i Puscifer. Wreszcie skupił się na How to Destroy Angels i dzięki temu mamy pełnoprawny debiutancki krążek formacji "Welcome Oblivion". Sporo tu mrocznego klimatu z NIN, ale obok niepokojącej elektroniki rządzi żona Reznora. Mariqueen Maandig na wokalu (czasem krzycząc) dodaje uroku, ale to wciąż urok rodem z ciemnej, przemoczonej piwnicy. Jest mniej agresywnie niż w NIN, ale równie nihilistycznie. Apokaliptyczne dźwięki wydają tu głównie syntezatory i automaty perkusyjne. "Welcome Oblivion", podobnie jak "Amok", nie jest dla wszystkich. Warto jednak wejść w dziwne światy Yorke'a i Reznora.

How to Destroy Angels | Welcome Oblivion | Sony Music
Atoms For Peace | Amok | XL/Sonic

Reklama