Dziennik Gazeta Prawana logo

Depeche Mode – maszyna pełna dźwięków. Recenzja "Delta Machine"

30 marca 2013, 00:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Depeche Mode
Depeche Mode/Sony Music
"Delta Machine" to już 13 krążek w dyskografii supergrupy, a Dave Gahan, Martin Gore i Andrew Fletcher wciąż są tymi samymi depeszami, co przy pisaniu "Black Celebration" (1986), "Violator" (1990), "Songs of faith and devotion" (1993) czy "Sounds of the Universe" (2009).

Muzykami poszukującymi nowych środków wyrazu, a jednocześnie powracającymi do tego, czego sygnały dawali już wcześniej. Industrialny mrok, przebojowe melodie, zabawa analogami, szukanie współczesnych dźwięków, rockowo-bluesowe odwołania. Tym wszystkim raczą fanów na "Delta Machine". Już samym tytuł zapowiada, że oto panowie spoglądają w stronę starego delta bluesa z naleciałościami country, tyle że przez mechaniczny, industrialny pryzmat. Tak jakby chcieli grać bluesa w opuszczonej fabryce, którą widać na okładce "Delta Machine".

W otwierającym krążek "Welcome to my world" Dave wraz z Martinem śpiewają: . Nie mylą się. Płyta zyskuje z każdym przesłuchaniem, szczególnie, gdy się używa słuchawek. One pozwalają w "Welcome to my world" usłyszeć niemal orkiestrowe wstawki, oczywiście wykreowane z syntezatorów, i kilka innych mrocznych, analogowych dźwięków.

Dalej jest "Angel" z przesterowaną gitarą, która doskonale pasowałaby do "Songs of faith and devotion". Wreszcie melancholijny singiel "Heaven". Tutaj Depeche Mode zadziałali zupełnie inaczej niż przy poprzedniej płycie. Wtedy na pierwszy bój wypuścili hitowy "Wrong", którego już nic na "Sounds of the Universe" nie było w stanie przebić. Teraz zdecydowali się na niełatwe i niespecjalnie przebojowe "Heaven". Zresztą na "Delta Machine" brakuje absolutnych singlowych hitów.

Są za to muzyczne perełki. "My little universe" – hipnotycznie, minimalistyczny, z dźwiękami jak z gier na konsolę Atari. "Slow" – zmysłowy, jakby spowolniony blues z gitarą w stylu Lee Hookera. "Soft Touch/Raw Nerve" – z pulsującą na granicy nerwów perkusją. "Alone" – przestrzenny, jeden z najmroczniejszych klimatów płyty. "Soothe My Soul" – energetyczny, chyba najbardziej przebojowy drugi singiel. "Goodbye" – bluesowe pożegnanie z płytą (jej podstawową wersją). Jest też tradycyjnie średnio znośna ballada Martina "The Child Inside". Wreszcie trzy kompozycje Dave'a Gahana. "Broken", "Secret to the end" oraz "Should be higher" – wokalista udowadnia, że ma talent do pisania niepokojących, ciekawych melodii. To jedne z najlepszych numerów na płycie, na pewno dobrze sprawdzą się na koncertach.

Depeche Mode na "Delta Machine" po raz kolejny pokazali, jak potrafią, cofając się do swoich wcześniejszych dokonań, tworzyć muzykę na wskroś współczesną. Nie tak przebojową jak w latach 90., ale oni już tak pisać nie muszą. Teraz wreszcie mają czas tworzyć dźwięki, do których się powraca, by je chłonąć, zrozumieć i wejść w ich duszę.

DEPECHE MODE | Delta Machine | Mute/Sony Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj