Publiczność podziwia Bono za charyzmę i zaangażowanie. Thoma Yorke'a za to, że jest dziwnym i neurotycznym typem. Natomiast Chrisa Martina kochają wszyscy, bo jest zwykłym, skromnym i sympatycznym kolesiem. To jego przeciętna uroda i umiejętności są głównym atutem Coldplay. 37-letni Brytyjczyk wiedzie życie everymana – ma piękną żonę, dwójkę dzieci i dobrą pracę. Choć gra w zespole, to nie ma problemów z używkami, nie wywołuje skandali obyczajowych, nie obnosi się z sukcesem i nie budzi kontrowersji, więc przedstawiciele klasy średniej mogą się z nim utożsamiać. A dzięki romantycznemu usposobieniu, pewnej prostocie i naiwności jego piosenki trafiają w jej gusta i zapotrzebowania.

Na "Ghost Stories" Chris Martin w tej szczerości i przyziemności posunął się tak daleko, że poświęcił płytę w całości kryzysowi małżeńskiemu. – Dwa lata temu byłem w rozsypce, nie potrafiłem cieszyć się z tego, co robiłem. Nie potrafiłem docenić wspaniałych rzeczy, które mnie otaczały. Kiedy zmagasz się z trudnościami, to nie możesz być szczęśliwy z najcudowniejszą osobą. Dlatego nie obwiniam nikogo oprócz siebie za to, co się stało – wspomina. – Każdy w życiu ma jakieś trudności. Każdy stoi przed różnymi wyzwaniami, czy będzie to miłość, czy pieniądze, dzieci, czy choroba. Nie można przed nimi uciekać, trzeba stawić im czoła. Ja bałem się miłości, odrzucenia i porażki. Postanowiłem szczerze powiedzieć, co się ze mną działo.

Podczas wywiadu dla BBC lider Coldplay był wyjątkowo przejęty i poważny, kiedy mówił o kulisach powstania albumu, choć pozwalał sobie też na żarty i sprawiał wrażenie osoby, która najgorsze ma już za sobą. Nie wypowiedział ani razu nazwiska żony i nie wdawał się w szczegóły rozstania. Za to przyznał, że wsparcia duchowego w uzyskaniu równowagi psychicznej udzielił mu mistrz suficki. Dzięki jego radom łatwiej było mu również pisać teksty, ponieważ starał się jak w pamiętniku notować wszystkie przeżycia i przemyślenia, które przychodziły mu do głowy. – Nie będę nigdy pisał tak profesjonalnie jak Jay-Z czy Morrissey. I nie interesuje mnie, co powiedzą ludzie o tym albumie, bo dla mnie jest on prawdziwy. Jest tak samo prawdziwy jak mój nos. Jeśli ktoś ma problem z moim nosem, to cóż mogę na to poradzić – tłumaczył żartem. – Płyta może sprawiać wrażenie, jakby miała opowiadać o rozstaniu, ale wcale taka nie jest. Raczej wyraża radość z życia, w którym wydarzają się dziwne rzeczy. Nie jesteś w stanie uchronić się przed nimi... musisz umieć się z nich cieszyć.

Kto zasugerował się zaskakująco melancholijnym, spokojnym i kameralnym singlem "Midnight" przypominającym nowoczesne r'n'b Jamesa Blake'a czy wysublimowany folk Bon Iver, może być rozczarowany pozostałymi utworami. Po kolejnym liftingu Coldplay wciąż jest zespołem środka, który nie ma budzić skrajnych emocji, nie ma dołować słuchacza i wywoływać refleksji, ale dawać błogi spokój i poczucie przyjemności.

Brytyjczycy kreowani są na ostatni wielki rockowy zespołu XXI wieku, który sprzedaje miliony płyt, zapełnia stadiony i jest headlinerem festiwali. Chris Martin korzysta z rad Bono, Michaela Stipe'a i Micka Jaggera. Jednak muzyka Coldplay niewiele ma wspólnego z energią i brzmieniem, jakie kultywują Kings Of Leon, Queens of the Stone Age czy Jack White. Ich rock jest podrasowany elektroniką i tanecznymi rytmami, a melodie i chwytliwe refreny mają duży potencjał radiowy. Dzięki temu Coldplay mają uznanie w środowisku i osiągnęli sukces komercyjny.

Chris Martin nie jest charyzmatycznym liderem, wyjątkowym wokalistką czy zdolnym tekściarzem, ale trzyma rękę na pulsie. Na "Mylo Xyloto" za produkcję odpowiadał Briana Eno, gościnnie zaśpiewała Rihanna, a inspiracją było zdobywające popularność Arcade Fire. Na "Ghost Stories" grupa spuściła z tonu i zrezygnowała z wcześniejszego rozmachu na rzecz intymnych, kameralnych utworów opartych na elektronicznych rytmach, sennych brzmieniach syntezatorów i rozmytych gitar.

Ten kierunek jest nieprzypadkowy. W "Magic" i "True Love" słychać modne wpływy Jamesa Blake'a czy Franka Oceana, który miał supportować grupę na ostatniej trasie. Starsi słuchacze mogą poczuć klimat Stinga w "Ink", Petera Gabriela w "Another's Arms" czy U2 w "Always in My Head". Niestety nawet świetny producent Paul Epworth (Adele, Florence & the Machine) nie był w stanie wycisnąć z tego materiału żadnej solidnej piosenki. Jedyny dynamiczny utwór "A Sky Full of Stars", który ma szansę stać się radiowym hitem, został wyprodukowany przez Avicii, gwiazdę muzyki EDM.

Ta płyta tym razem nie sprzeda się w nakładzie 10 milionów egzemplarzy, ale sukces i tak ma zagwarantowany. Coldplay posiada od dawna bardzo wierną publiczność, która nie ma wobec grupy większych wymagań poza tym, żeby jej muzyki dobrze słuchało się, biegając albo spacerując po parku. "Ghost Stories" będzie pełniło w ich życiu dodatkową funkcję – będzie można jej posłuchać wieczorem po powrocie do domu albo włączyć jako tło do romantycznej kolacji.

COLDPLAY | Ghost Stories | Parlophone