Dzięki temu jego piosenki są jak opowieści, mają początek, rozwinięcie i koniec, swoją dramaturgię, ale jednocześnie Charles brzmi w nich, jakby śpiewał bez wysiłku. Tak też jest na jego nowej, już 51. (!) płycie "Encores". Co prawda słychać, że 91-letni Francuz nie ma już takich warunków głosowych jak 20 czy 40 lat temu, ale wciąż czaruje nostalgicznym klimatem. To właśnie nostalgia i melancholia są znakiem rozpoznawczym Charlesa Aznavour jako muzyka. Jak słusznie powiedział przed laty jego przyjaciel Jean Cocteau, przed Aznavourem rozpacz nie była ceniona. Kiedy świat usłyszał jego głos i teksty, to się zmieniło. Ale artysta słynie też z poczucia humoru, nawet jeśli kwestia dotyczy jego śmierci: taka plotka poszła świat cztery lata temu i Charles z uśmiechem ją dementował.
Występuje ponad 80 lat, śpiewał i tańczył, zanim skończył 10 lat. Do tej pory napisał ponad 1200 piosenek (wykonywał je w kilku językach), sprzedał ponad 180 milionów płyt, pojawił się w ponad 80 filmach, wciąż koncertuje, czarując na scenie. Jak sam przyznaje, scenicznej ogłady nauczył się od swojej przyjaciółki Edith Piaf: –
Co prawda to, co znalazło się na "Encores", trudno nazwać nowoczesnością, ale Aznavour na pewno nie przestaje być prawdziwy i wzruszający. Szczególne wrażenie robi tu "You've Got To Learn", kompozycja, którą Aznavour śpiewał już w latach 60., a w swoim repertuarze miała ją też chociażby Nina Simone. Teraz wykonuje ją z jednym z najciekawszych młodych wokalistów brytyjskich Benjaminem Clementine. W pozostałych kompozycjach Charles wspomina przeszłość, m.in. Piaf, swoją młodość w dzielnicy Montmartre. Całość została podana w melancholijnym, ale nieprzesłodzonym sosie. Aznavour może stracił nieco mocy w swoim głosie, ale wciąż potrafi poruszyć.
Charles Aznavour | Encores | Universal Music