Dziennik Gazeta Prawana logo

Killing Joke: Soundtrack naszych czasów. RECENZJA albumu "Pylon"

15 stycznia 2016, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Killing Joke
Killing Joke/Universal Music Polska
To pewien rytuał, moja obsesja, moje medium, jeden wielki eksperyment ze snów – m.in. tak mówi o Killing Joke jego twórca Jaz Coleman w dokumentalnym obrazie o kapeli "The Death and Resurrection Show".

W zrealizowanym dwa lata temu filmie obok członków zespołu, przyjaciół, wypowiadają się m.in. Jimmy Page (Led Zeppelin), Peter Hook (Joy Division, New Order) i Dave Grohl (Nirvana, Foo Fighters). Wszyscy oczarowani i poruszeni twórczością Jaza i jego kolegów. Właśnie nadszedł czas na nowy rozdział w karierze Killing Joke. Wydali nową, studyjną płytę "Pylon", kolejny album wchodzący w ciało, powodujący dreszcze i niedający o sobie zapomnieć na długo.

Pisząc o ich poprzedniej, znakomitej płycie "MMXII" trzy lata temu, zastanawiałem się, czy na kolejnym albumie będą w stanie utrzymać tak wysoki poziom? "Pylon" pokazał, że absolutnie tak. Znowu mamy tu feerię znakomitych, mocnych tekstów oraz rockowe melodie z apokaliptycznym krajobrazem. Idealny krążek na obecne, przepełnione mrokiem w wielu aspektach życia, czasy. W niedawnym wywiadzie dla Artist Direct Coleman powiedział: –

Ostatnie lata, według Jaza, nie są dla nas łatwe (w zatrważającym tempie niszczymy własną planetę) i taka też jest muzyka Killing Joke. Numery o wymownych tytułach "I Am the Virus", "War on Freedom", "New Cold War" czy "Into the Unknown" atakują nas muzyczną i liryczną apokalipsą. Killing Joke robią to za pomocą dynamicznych gitarowych riffów, pędzącej perkusji, ciężkiego basu i klawiszowych wstawek. Jaz śpiewa swoim mrocznym wokalem na zmianę melodyjnie, innym razem wrzeszcząc, jakby chciał rozwalić nim mikrofon. Całość ma w sobie postpunkowy, nowofalowy sznyt z czasów pierwszych płyt Killing Joke z lat 80. Jednym z najlepszych fragmentów albumu jest "New Jerusalem", w którym mamy zarówno prostą rockową gitarę, jak i muzyczną apokalipsę, im bardziej w głąb kompozycji. Wokal też jest zmienny, Jaz najpierw jakby z nami rozmawiał, tłumacząc, w jakim złym kierunku idziemy, a następnie rozpala głos go do czerwoności.

Z kolei w singlowym "I Am the Virus" Coleman śpiewa jakby o sobie: "jestem wirusem, furią, moje wnętrze płonie, jestem błędem w systemie". Wielu z nas może powiedzieć tak samo o sobie. Wielu z nas wkurza to, co dzieje się teraz ze światem. Killing Joke i ich "Pylon" są dla nas soundtrackiem. Gdybym miał wybrać muzykę do pochodu, marszu czy manifestacji przeciwko kultowi pieniądza, przedmiotowemu traktowaniu imigrantów, samowykańczaniu ziemi przez człowieka, to kompozycje z "Pylon" nadawałyby się do tego idealnie, a Jaz Coleman szedłby na czele manifestacji.

Killing Joke | Pylon | Spinefarm Records/Universal Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj