„” – o swoim pierwszym buncie mówi mi W.E.N.A., znany również jako WuDoE raper, który właśnie wydał nowy album „”. Zaprezentuje go premierowo dziś (czwartek) na żywo w Warszawie, w klubie Jasna 1.
Premierę płyty poprzedził niespodziewanym ruchem: wyczyścił swoje media społecznościowe, wszystko, co wrzucał od kilku lat. Niektórzy odebrali to jako czysto komercyjny chwyt, ale ci, którzy przesłuchali choć kilku numerów z „Niepamięci”, wiedzą, że to bardzo przemyślany ruch, za którym stoi coś więcej. A czy to jednocześnie ruch komercyjny? A co nim dzisiaj nie jest.
W.E.N.A. mówi o tym tak: „”.
Jednocześnie W.E.N.A. zaczął publikować swoje zdjęcia sprzed lat, podkreślając, że czasy jeszcze przed wydaniem pierwszej płyty ukształtowały jego charakter i osobowość.
Na „” raper wraca do lat, kiedy zaczynał swoją przygodę z muzyką. Jego opowieść wciąga już od pierwszego kawałka, „”.
„”
Tekst z „” dobrze pokazuje w jakim miejscu jest teraz W.E.N.A., ale również jak zmienił się polski hip-hop na przestrzeni dwóch dekad, czyli z grubsza czasu, który muzyce poświęca raper. Jak sam przekonuje w drugim kawałku „” zaczynał, kiedy jeszcze rapu nie było w Mtv, a „”. Przy okazji opisuje współczesny rynek i zmiany, jakie zaszły od tamtych czasów. Jak się domyślacie, nie ma o nich najlepszego zdania.
O tym, jak zmienił się „jego” gatunek, odbiorcy i wykonawcy, W.E.N.A. powiedział mi tak: „”.
Wydaje mi się, że w tej wypowiedzi, tak jak, na płycie „” W.E.N.A. dotyka sedna tego, z czym dzisiaj muszą mierzyć się nie tylko raperzy, ale w ogóle muzycy. Dotrzeć do szerokiej masy odbiorców ocierając się o banał, czy działać ambitniej skazując się na nisze. Chociaż „skazując” to może nie jest dobre słowo, bo przecież bardziej świadomy odbiorca chętnie zapłaci za album, koncert, wejdzie głębiej w płytę. Z tą niszą też bywa różnie, bo nie brakuje raperów, którzy nie mają problemów z wyprzedawaniem solidnych koncertowych sal. Muszą tylko znaleźć dla siebie miejsce, pomysł, tak jak zrobili to Taco czy O.S.T.R.. Wydaje mi się, że W.E.N.A. również należy do tego grona raperów, którzy pociągają za sobą fanów gatunku szukających czegoś więcej niż opowieści o nowych świecących butach i seksownych dziewczynach. Co prawda zdarza się, że W.E.N.A. wspomina drogie Nike i daje rady typu „” – numer „” – ale na szczęście na „” umieścił również takie perełki jak wspomnianego „” czy „”, które pokazują muzyczny talent Holaka, a do tego mają genialne wstawki na saksofonie zagrane przez Bartka Tkacza.
Najbardziej z tej płyty cenię jednak nie te numery, w których W.E.N.A. pochyla się nad losem rapera, rapu, odbiorców. Wolę mocne, „”, teksty w stylu genialnego również muzycznie, „”.
Powolnemu, lejącemu się bitowi towarzyszą słowa: „”.
Mocne zakończenie tej naprawdę płyty.
W.E.N.A. "" 2017; dystrybucja: My Music