Dziennik Gazeta Prawana logo

Arctic Monkeys uciekają przed tłumami. I jeszcze bardziej fascynują [RECENZJA]

17 maja 2018, 09:15
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Arctic Monkeys
Arctic Monkeys/Media
"Tranquility Base Hotel & Casino" niektórych nawet szokuje. Wspaniale wykonana wolta wywołuje nie tylko uśmiech zachwytu. Każe zadać sobie pytanie, o co Arctic Monkeys chodzi.

W XXI wieku nie było ważniejszego zespołu rockowego na Wyspach od nich. Do grona pożeraczy serc i idoli tłumów aspirował Kasabian, ale jego ludyczna refrenowa nachalność stała się na dłuższą metę czymś nie do zniesienia. Zamiast stawiać sobie pytania, które (być może) stoją teraz przed Kasabianem, muzycy Arctic Monkeys postanowili sami się zreformować. A może nawet zrewolucjonizować.

Alex Turner pokazywał od kilku lat, że nieco inne dźwięki mu w głowie, niż te, które pamiętamy z pierwszych płyt Arctic Monkeys. Projekt The Last Shadow Puppets, który odpalił dziesięć lat temu zaskakiwał dojrzałością, o jaką wymiatacza od „” ciężko było podejrzewać. Zmiany w głównym zespole słychać było już pięć lat temu, kiedy na „” pojawiło się więcej subtelności i delikatności.

Teraz Arctic Monkeys zdecydowanie bliżej do nastrojowych rzeczy z repertuaru Nicka Cave’a, niż do Oasis, na których mieli być zapatrzeni muzycy zakładając zespół. Nie ma tu nachalnej ekspresji – jest zabawa formą. Gitary, bardzo starannie poukrywane, z rzadka przykuwają uwagę – jeśli już tak się dzieje to tylko dlatego, że tworzą ciekawe figury w tle np. w „”. Nie zmuszają też do zapamiętywania i powtarzania.

Pierwszym przesłuchaniom płyty może towarzyszyć zdziwienie. Fani otwarcie piszą na forach o rozczarowaniu. Być może tylko „” przypomina brzemienia, które słyszeliśmy już kiedyś u Arctic Monkeys, ale całość mogłaby być nagrana pod innym szyldem – a niewiele osób, gdyby nie charakterystyczny głos Turnera, wiedziałaby o jaki zespół chodzi.

Po kolejnych przesłuchaniach ciężko się od klimatu nowej płyty uwolnić. Nie jest to muzyka dla spieszących się – nagrana została w kontrze do czasów, w których poświęcenie czemuś uwagi dłużej niż dziesięć sekund zakrawa na ekstrawagancję i niepotrzebną stratę czasu.

Co dalej z Arctic Monkeys? Równie dobrze mogą być jedną z najlepszych, grających dojrzałą, z definicji omijającą gusta masowe grupą, a równie dobrze za chwil kilka zespołu może nie być. Paradoksalnie zespół znów doszedł do momentu, który najlepiej charakteryzuje tytuł pierwszego albumu zespołu „Whatever People Say I Am, That’s I’m Not”.

10969859-arctic-monkeys-tranquility-base.jpg
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj