Problem z rockiem jest taki, że albo go nie ma albo jest słaby, żenujący, nawiązujący do skojarzeń piję piwo i jadę Harleyem, jestem samcem alfa, więc milcz kobieto. Problem z rockiem jest taki, że w całym XXI wieku ukazało się mniej dobrych, rockowych płyt niż w dwa pierwsze lata dekady lat dziewięćdziesiątych.

Reklama

Problem z rockiem wynika też z tego, co działo się wcześniej. Starcia potrzeb pomiędzy tymi, którzy kojarzyli go z melodiami i tymi, którzy do gatunku odprawiali msze, rozkładając na czynniki pierwsze Pink Floyd, King Crimson czy wczesne Genesis. Na pytanie, co chcieliby usłyszeć w radiu w 2021 roku wymieniają te trzy zespoły, czasem dorzucając do tego Dire Straits, Deep Purple lub Led Zeppelin. Nuda. Wielka nuda. Straszna, przytłaczająca, dojmująca nuda.

Po co komu radio dziad?

A to sprawia, że nikomu się nie chce. Ich dzieciom nie chce się słuchać rocka, bo to muzyka dziadów, radiowcom się nie chce bo ileż razy można to samo prezentować z entuzjazmem. A młodym albo twórcom w średnim wieku się nie chce, bo nie mają inspiracji i w sumie dla kogo mają to nagrywać. Po co być utożsamianym z tzw. „radiem dziad”?

Aż tu się okazuje, że komuś się chce i ma na to pomysł. Na ostatniej płycie Foo Fighters - czyli „Medicine At Midnight” – wciąż wielkim cieniem kładzie się produkcja serialu dokumentalnego „Sonic Highways”. Dave Grohl pojeździł tam po kultowych studiach w Stanach (lub tym, co po nich zostało) i słuchał historii, które szybko otwierały oczy na to, jak wyglądały ewolucje gatunków. A że mamy do czynienia z osobnikiem wyjątkowym i nadzwyczaj inteligentnym… Dave chłonął, otwierał się i osłuchiwał, mimo że historię muzyki zna na poziomie niedostępnym dla 99,99 % ziemian.

I powstaje dzieło.

Medicine At Midnight” to dziewięć przebojowych, radiowych nagrań. Przebojów. Hitów. Noga raźnie podryguje, a melodie zapamiętujemy.

Ale na „Medicine At Midnight” słychać inspiracje dziesiątkami odcieni rocka. Słychać bluegrass, soul, rnb, nawiązania do jazzu. Słychać zabawy gitarami i perkusją, które odwołują się do Zeppelinów czy nawet Floydów.

Zespół bawi się brzmieniami i barwami. A to wszystko na trwającym niespełna 37 minut albumie. Na dziewięciu kompozycjach, w których słyszymy zarówno inspiracje The Talking Heads („Shame, Shame”), jak i rozmachem lat siedemdziesiątych („Waiting On A War”).

Najmniej tu słychać grunge. W trzydzieści lat po wydaniu „Nevermind” to bardzo dobra wiadomość.

Płyta była gotowa już w lutym 2020 roku. Pandemia, brak koncertów sprawiły, że premierę przesunięto. Aż strach pomyśleć, jak dużo takich albumów będziemy mieli w tym roku.

Foo Fighters "Medicine At Midnight" / Materiały prasowe