Geniusz Cohena i McCartneya na DVD
- Beatles zagrał na płycie wokalisty Travis
- Robert De Niro i Beatles chcą do domu
- McCartney składa hołd nieżyjącym Beatlesom
- Them Crooked Vultures nie chciał Beatlesa
- Cohen przekłada europejską trasę na jesień
- Syn McCartneya pozazdrościł sławy ojcu
- Oto filmowy John Lennon. Pasuje Wam?
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-16

temp. min 3°C max. 18°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Inne, choć też podniosłe emocje wywołują występy Paula McCartneya. Zagrał ich już ponad 3 tysiące i nie zanosi się, by szedł na emeryturę.
Wydany właśnie trzypłytowy (DVD+CD) album live „Good Evening New York City” to dowód na jego witalność i klasę. Dokumentujący 3-dniowy występ muzyka na nowojorskim
Citi Field (dawne Shea Stadium) krążek jest arcydziełem producenckim. Został sfilmowany z 15 kamer znajdujących się na i poza sceną, a obraz z dodatkowych 75 aparatów pochodzi z cyfrówek,
wręczonych wybranym fanom. Ale nie to jest najważniejsze. Dla McCartneya ten występ to symbol. W 1965 roku Beatlesi zagrali tu jeden ze swoich najważniejszych koncertów, zarazem pierwszy wielki
koncert stadionowy w historii. Rok później liverpoolska czwórka zagrała publicznie ostatni raz. Zamknęli się w studiu na wiele miesięcy i odtąd przez kolejnych pięć lat wydawali wybitne,
prekursorskie płyty.
McCartney wrócił w to miejsce po 44 latach, by uczcić pamięć Johna Lennona, George'a Harrisona i swojej żony Lindy. Świadczą o tym nie tylko utwory napisane dla nich, jak „Here
today” (napisane po śmierci Lennona). Jest tu masa wybrzmiewających z mocą najlepszych beatelsowskich kawałków, jak „Drive My Car”, „Got To Get You Into
My Life”, „Blackbird”, „The Long And Winding Road”, „Helter Skelter”, „Eleanor Rigby”, „Hey
Jude”. Jest także szczególny hołd dla Lennona, medley „A Day In The Life” i „Give Peace A Chance”. Są utwory z czasów Wings i późniejszej,
solowej kariery McCartneya, które wypełniłyby niejedno artystyczne życie. Ale dla 67-letniego Paula liczą się dwie rzeczy: świetna zabawa i wspomnienie przyjaciół. To w końcu on powtarza:
„Chcę grać stare piosenki, bo nasze przeboje powstawały, by podobać się ludziom”. Album ten zadaje kłam wielu niesprawiedliwym ocenom Paula jako stojącego w cieniu jego
talentu. McCartney też jest geniuszem, choć prawie trzygodzinny koncert może znużyć, zanim się o tym przekonamy. Nawet najstaranniejszy wybór kilkudziesięciu piosenek live rzadko kiedy daje
takie pojęcie o artyście jak album studyjny – chyba że daje odpowiedź, dlaczego jest wybitnym muzykiem.











































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!