Jeżeli drżycie na myśl o szlagierze Wham! "Last Christmas", to nadeszła pora, by osobiście zadbać o muzyczną oprawę świąt.

Sprawa nie będzie jednak łatwa. Najwybitniejszych kompozytorów na przestrzeni wieków o wiele bardziej fascynowała bowiem tematyka eschatologiczna oraz kluczowy dla naszej kultury mit ofiary pasyjnej. Nawet słynne Oratorium bożonarodzeniowe Jana Sebastiana Bacha - w istocie będące cyklem sześciu kantat napisanych dla kościoła św. Tomasza w Lipsku - nie cieszy się popularnością porównywalną z jego dwoma zachowanymi pasjami. W rezultacie bezkonkurencyjnymi interpretacjami pozostają od lat nagrania klasyków wykonawstwa historycznie poinformowanego, z których większość sięgała po dzieło kilkakrotnie.



Esencja świąteczności

Wśród znawców tematu nie brakuje zdecydowanych zwolenników kostycznych i patetycznych odczytań Nikolausa Harnoncourta, jednak esencję natchnionej świątecznej radości oraz empatycznego przeżycia cudu wcielonego znajdziecie na DVD nagranym przez Johna Eliota Gardinera i jego Monteverdi Choir w przepięknym wnętrzu weimarskiego Hederkirche. Z kolei koneserzy sztuki wokalnej powinni sięgnąć po interpretację Rene Jacobsa z 1997 roku. Belgijski kontratenor i dyrygent z wyczuciem dobrał solistów. Szczytową formę reprezentują tu sopranistka Dorothea Roeschmann, tenor Werner Gura i bas Klaus Haeger, a wstrząsający emocjonalnie, choć formalnie ascetyczny alt Andreasa Scholla skruszy lód w sercach najbardziej opornych na sakralne wzruszenia.

Nie przegapcie więc Bachowskich "Christmas Oratorio", Monteverdi Choir, English Baroque Soloists, John Eliot Gardiner, Arthaus Musik (DVD), oraz "Christmas Oratorio", Rias Kammerchor, Akademie Fuer Alte Musik Berlin, Rene Jacobs etc., Harmonia Mundi.




O tym, że świąteczna oferta muzyczna wykracza poza skromny w tej dziedzinie dorobek lipskiego kantora, dowiedzieliśmy się całkiem niedawno, na fali barokowej mody. W nieco bardziej epickiej, a mniej dramatycznej poetyce niż Oratorium bożonarodzeniowe utrzymana jest "Historia der Geburt Christi" Heinricha Schuetza - wybitnego poprzednika Bacha w kręgu tradycji niemieckiej. Bardzo często nagrywanego ostatnio dzieła warto posłuchać zwłaszcza w tegorocznej realizacji Paula Hilliera, Ars Nova Copenhagen, i duńskich solistów, którzy zadbali o wysoki poziom intymnego liryzmu oraz brzmieniowe wymuskanie interpretacji.

Ten sam zespół wykonawców dokonał także fascynującego odkrycia pod postacią Pasji Łukaszowej Schuetza. Ascetyczne - wedle protestanckiej doktryny - dzieło więcej ma wspólnego z głęboko kontemplacyjnym duchem muzyki mistrzów niderlandzkich albo współczesnych protagonistów nowej duchowości spod znaku Paerta i Góreckiego niż z patosem i przepychem barokowych oratoriów. Rzecz dla introwertyków, czego nie można powiedzieć o świeckiej i przebojowej "Brockes Passion" Georga Philippa Telemanna. Wielki konkurent Bacha umuzycznił biblijny mit przy użyciu całego arsenału wstrząsających, naturalistycznych, a nawet obscenicznych środków nowoczesnego języka operowego. Znakomita tegoroczna realizacja, poprowadzona przez Rene Jacobsa, ujawniła arcydzieło sensacyjno-fantastycznego dramatu o plastyczności, wartkości akcji oraz retorycznej sile, jakich nie powstydziłby się nawet Mel Gibson.


Ale słynący z wyjątkowej produktywności Telemann nie byłby sobą, gdyby nie pozostawił potomnym także solidnego zbioru muzyki bożonarodzeniowej. Jej smakowity i świetnie wykonany wybór znajdziecie na płycie specjalizującego się germańskim nurcie baroku belgijskiego zespołu Il Fondamento. A więc szykujcie pieniądze na: "Schuetz: Historia der Geburt Christi", Ars Nova Copenhagen, Paul Hillier etc., Da capo, oraz "Schuetz: Lukas Passion", Ars Nova Copenhagen, Paul Hillier etc., Da capo. Do tego "G.P. Telemann: Brockes Passion", Rias Kammerchor, Akademie Fuer Alte Musik Berlin, Rene Jacobs etc., Harmonia Mundi plus "G.P. Telemann: Geistliches Singen und Spielen", If Fiondamento, Paul Dombrecht etc., Fuga Libera.



Świat bez Bożego Narodzenia

W połowie XVIII wieku rozpoczął się rozbrat wielkiej muzyki z kościołem. Trudno się więc dziwić, że większość bożonarodzeniowych arcydzieł powstała właśnie w baroku. Nie oznacza to jednak, że cud ucieleśniania Boga w ogóle nie inspirował późniejszych twórców. Na przykład u naszych południowych sąsiadów statusem narodowego arcydzieła cieszy się "Czeska msza bożonarodzeniowa" klasycystycznego kompozytora o swojsko brzmiącym nazwisku Jan Jakub Ryba. Czerpał on pełnymi garściami z dorobku Mozarta i z prawdziwie czeskim wdziękiem oraz poczuciem humoru eksploatował sielankowe wątki z dorobku wielkiego wiedeńczyka. Czarująca bezpretensjonalność jego mszy zyskuje coraz więcej zwolenników na całym świecie także dzięki nowemu nagraniu z udziałem wybitnej mezzosopranistki Magdaleny Kożenej.


Komplikacje powojenne

Sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej po drugiej wojnie światowej, której okrucieństwa skłoniły wielu kompozytorów do całkowitego porzucenia tematyki religijnej. Inni, jak choćby Gruzin Gija Kanczeli słynący z cyklu muzycznych modlitw "Świat bez Bożego Narodzenia", poszukiwali nowej świeckiej duchowości. Ponadreligijny wymiar historii Świętej Rodziny zainspirował popularnego amerykańskiego minimalistę Johna Adamsa do skomponowana opery pod znaczącym tytułem "El Nino". Biblijna opowieść spleciona z losami rodziny latynoamerykańskich uchodźców i zilustrowana eteryczną, hipnotycznie pulsującą muzyką przekształca się w uniwersalną pochwałę cudu życia. Szukajcie: John Adams: "El Nino", Deutsches SO Berlin, Kent Nagano etc., Arthaus Musik (DVD).