Adele otrzymała cztery statuetki (między innymi za najlepszy album, najlepszy singiel i dla artystki roku). Za trzecim razem, gdy o wyróżnieniu poinformował kosmonauta Tim Peake, nadający z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, artystka nie potrafiła ukryć łez wzruszenia. – Zgubiłam sie na moment, nie wiedziałam czy wrócę, a wy jesteście dla mnie tacy dobrzy – mówiła Adele.

Nagroda dla najlepszego wykonawcy męskiego przypadła Jamesowi Bay'owi. Coldplay otrzymał wyróżnienie dla najlepszej grupy brytyjskiej. Tytuł zaś najlepszego zespołu zagranicznego przypadł Australijczykom z Tame Impala.

Na scenie pojawili się między innymi: Rihanna oraz Justin Bieber. Ten ostatni otrzymał tytuł najlepszego zagranicznego artysty roku. Wśród kobiet triumfowała Bjork.

Galę zakończył hołd dla zmarłego w zeszłym miesiącu Davida Bowiego. Zaczął się od przemówienia Annie Lenox. – Odciągał nas od naszego szarego życia. Rozszerzał horyzonty. Odwracał wszystko do góry nogami, przekształcał w cudownie wywrotowy technicolor – wyliczała wokalistka. Następnie snop światła padł na pustą scenę, a z głośników rozległy się pierwsze słowa z utworu "Space Oddity", śpiewane przez Bowiego. Potem członkowie zespołu, który ostatnio artyście towarzyszył, wykonali instrumentalną "wiązankę" jego klasycznych hitów – od "Ashes to Ashes" przez "Let's Dance" po "Ziggy Stardust". Całość zwieńczyło "Life on Mars" wykonywane przez Lorde.