Rozmowa dotyczyła oczywiście festiwalu w Oplu i ogromnego zamieszania, które powstało przez bunt artystów. Przypomnijmy - zaczęło się od decyzji Kayah i Katarzyny Nosowskiej, które odmówiły wzięcia udziału w koncercie jubileuszowym z okazji 50 lecia pracy scenicznej Maryli Rodowicz. Kayah miała trafić na czarną listę artystów TVP, co nie spodobało się ani jej, ani Kasi Nosowskiej. Po decyzji samej Maryli Rodowicz o wycofaniu się z festiwalu potoczyła się lawina - dziś już ponad dziesięciu wykonawców wycofało się z Opola. Część z nich zapowiedziało też bojkot TVP.

Zapytany o sytuację w telewizji Jacek Kęcik, były dyrektor artystyczny festiwalu w Opolu, powiedział, że nie przypomina sobie takiego upolitycznienia telewizji.

 - Nigdy tak nie było. W jakimś stopniu to dotyczyło dziennikarzy, reżyserów, nigdy artystów, nikt sobie na to nie pozwolił. Wszyscy cieszyliśmy się wolnością. Ja wiedziałem, że tak będzie, bo ciśnienie w środowisku artystycznym było tak wielkie, że to musiało eksplodować. Wystarczyła tylko iskra. I szczęśliwie uruchomił ją prezes Kurski, bo teraz wszyscy możemy pokazać mu fucka. Nie zajmuję się polityką tylko rozrywką i kulturą i całym sercem jestem za wszystkimi, którzy bojkotują ten festiwal, bo po prostu tę czarną dupę trzeba przerwać - powiedział reżyser.

Według nieoficjalnych doniesień dziś na Woronicza ma odbyć się spotkanie kryzysowe w sprawie ratowania Opola. Wciąż niepotwierdzone informacje wskazują, że zbuntowanych artystów zastąpić ma m.in. Doda. W internecie tymczasem trwa nagonka na wykonawców, którzy w Opolu postanowili wystąpić. Pod postami grup Zakopower oraz Golec uOrkiestra pojawiają się ciągle to nowe posty zachęcające zespoły do rezygnacji z występu na festiwalu.