Choć Chilli Crew oficjalnie debiutuje, zespół tworzą muzycy doświadczeni – jak wygląda wasza historia przed założeniem Chilli Crew i po nim, aż do dnia wydania albumu "a Ty'?

Martyna: Każdy z nas działa muzycznie od dłuższego czasu. Długo zajęłoby mi wymienianie zespołów czy projektów, w których każdy z nas brał udział. Szymon i Kuba na początku grali ze sobą w zespole StarGuardMuffin. Później chłopaki wpadli na pomysł stworzenia duetu producenckiego, ja natomiast grywałam w tym czasie akustyczne koncerty. Na jeden z nich przyszedł Kuba - tam też się poznaliśmy, zaprosił mnie wtedy do współpracy. Do zespołu dołączył Damian Zyber, który grał na klawiszach i Błażej Gawliński, który grał na bębnach. W tym składzie zagraliśmy zaledwie jeden koncert. Błażeja zastąpił Michał Lange, który wcześniej razem z Kubą grał w zespole Flying Moses, więc sekcja nie była sobie obca. Do współpracy zaprosiliśmy również Mateusza Witkowskiego, który gra z nami na klawiszach. Od kilku lat, szczęśliwie, skład się nie zmienił, razem pracowaliśmy nad naszą epką Miłości i albumem "a Ty".

Jak długo pracowaliście nad płytą "a Ty"?

Kuba: Od samego początku naszej wspólnej przygody pracowaliśmy nad albumem długogrającym. Jednak w trakcie tworzenia piosenek coraz częściej dostrzegaliśmy, że jeszcze dużo musi się pomiędzy nami wydarzyć, żebyśmy byli w stanie nagrać płytę spójną, a do tego pokazującą jak w dalekich rejonach muzyki każdy z nas się porusza. Pozwoliliśmy sobie na rozwojową sytuację, wydaliśmy singla, później ep'kę, która zaowocowała koncertami i kolejnymi kompilacjami wydawniczymi (składanki Our Roots Are Here I i II, Ladies & The City). Po wydaniu Miłości w 2014 roku zabraliśmy się na poważnie za płytę. Nagrywaliśmy ją w studio Fonoplastykon we Wrocławiu, oraz w mojej pracowni. Ja zająłem się produkcją albumu, a Szymon Orchowski, nasz realizator dźwięku, jej rejestracją. Długo byłoby opisywać jakie różne przygody nas spotykały przez ten czas i dlaczego to tak długo trwało, ale finalnie możemy dzisiaj rozmawiać o tym albumie co już jest sukcesem. Ciężko nam ocenić jaki jest efekt finalny, choć można wnioskować, że nam się podoba... w końcu słuchaliśmy go już tysiące razy.

Muzykę Chilli Crew definiuje się jako fuzję m.in. takich gatunków, jak soul, r&b, pop, rock, electro, reggae, nawet rap. W jaki sposób sami moglibyście ją opisać, nie stosując gatunkowych kluczy?

Kuba: Najchętniej byśmy jej nie opisywali, to trochę takie pisanie kijem po wodzie. Ta mnogość gatunków, która się pojawia w notkach o nas jest kwestią tego, że wymagane jest od nas używanie szufladek w opisach do prasy, na koncerty, więc wpisujemy to co czujemy w danym momencie. W muzyce ważna jest dla nas piosenkowość, a kwestia tego w jaki styl ubierzemy nasz twór jest drugorzędna. Chociaż nie oznacza to, że nie jesteśmy zdefiniowani brzmieniowo, czy stylistycznie. Wręcz przeciwnie pracujemy na to, by być jacyś, ale próbujemy to uzyskać przez to, że trzymamy się jako zespół, a nie trzymamy się ram gatunkowych. Udało się to uchwycić na naszym albumie "a Ty", w którym każdy utwór jest inny, ale w całości jest on spójny tekstowo i muzycznie.

Jaki przekaz ma towarzyszyć Waszej muzyce? Pytam o teksty. Co opisują? Wyrażają?

Martyna: Nie ma konkretnej koncepcji, idei. Teksty poruszają bardzo różne tematy. Różne wydarzenia, czy słowa inspirowały mnie do ich napisania. Nie jestem w stanie w kilku zdaniach streścić całej płyty. Słuchając albumu, zawsze bardzo dużą uwagę zwracam właśnie na tekst. Wydaje mi się, że słuchając go i analizując mogę trochę poznać autora. Czasami mogę się z nim utożsamić, czasami mogę się zdziwić, czegoś się dowiedzieć. Staram się je interpretować i bardzo ciekawym zjawiskiem jest to, że każdy może to robić na swój sposób - podoba mi się ten uniwersalizm. Ja dużo piszę o sobie, o moich obawach, obserwacjach, doświadczeniach, którymi chcę się podzielić z innymi. Nie są to skomplikowane teksty, nie jestem poetką i cały czas się uczę....

Wszystkie utwory na "a Ty" są w języku polskim, wcześniej jednak eksperymentowaliście z angielskim. Skąd ta zmiana i czy tak już pozostanie?

Kuba: To jest temat, który w dużym stopniu zadecydował, że na płytę trzeba było tak długo czekać. Piosenek po angielsku mamy tyle, że spokojnie moglibyśmy nagrać kolejny krążek długogrający, część z nich można usłyszeć na koncertach, część z nich zarejestrowaliśmy wraz z piosenkami, które znalazły się na "a Ty". Sami jednak czuliśmy, że numery po polsku lepiej nam wychodzą. Wiąże się to z trudniejszym procesem twórczy, głównie dla Martyny, ale przynosi on o niebo lepsze efekty. Byłem dla niej tyranem w tym względzie, bo cały czas pracując nad piosenkami w studio mówiłem, żeby pisała w rodzimym języku, czasem wręcz zakazując jej przynoszenia tekstów po angielsku. Jestem wielkim fanem polskojęzycznej Martyny i wiem, że dużo jeszcze w tym względzie ma do zaprezentowania, a ten album jest dopiero przedsmakiem tego co będziemy mogli od niej usłyszeć w przyszłości. Tworząc album a Ty miałem wielką nadzieję, że Martynie uda się napisać przynajmniej połowę numerów na płytę po polsku, ale o całym polskim albumie nawet nie śniłem.

Nowy krążek, póki co, promują dwa teledyski: "Prośba" i najnowszy – "Pytam". Będą kolejne?

Martyna: Jak najbardziej. Już niebawem ukaże się teledysk do utworu "Jestem", następny w kolejce jest klip do "Mimo przeciwności". Obydwa zostały zrobione przez Pascal Production. Kiedyś siedziałam z Kubą przy herbacie i myśleliśmy nad scenariuszem do "Jestem". No i właśnie... a propos uniwersalizmu okazało się, że Kuba nieco inaczej interpretuje ten utwór. Rozmawialiśmy o tym i postanowiliśmy połączyć nasze interpretacje, przedstawić je za pomocą obrazu jako jedność. Klip jest 'odjechany' ale myślę, że ciekawy. Jeśli ktoś zechce się na chwilę zatrzymać, zastanowić się o co chodzi - będzie nam bardzo miło. Nie będę zdradzać szczegółów - niech to będzie niespodzianka.

Szczególnie interesującym klipem jest obraz zrealizowany do singla "Pytam". Skąd pomysł na taką formę i jak udało Wam się osiągnąć tak ciekawy efekt wizualny? W skrócie, czym okleiliście Martynę...?

Martyna: Pomysłodawcą jest Sebastian Juszczyk z Juzz Media. Bardzo jestem mu wdzięczna za ten klip. Uważam, że świetnie współgra z treścią utworu. Pewnego pięknego dnia, gotując obiad dostałam od niego telefon - zapytał mnie o czym jest utwór. W kilku zdaniach odpowiedziałam, a Sebastian opowiedział o swojej koncepcji na klip. Zostałam pomalowana farbkami fluorescencyjnymi, dwoma kolorami. Małe pomieszczenie, ciemność, ultrafiofet, gra ciałem - tak w wielkim skrócie. Efekt - kosmiczny!

Tuż po premierze płyty „a Ty” wyruszacie w trasę....

Kuba: Trasa koncertowa to konsekwencja wydania albumu, przynajmniej w moim rozumieniu wydawnictwa. Grając koncerty album ma premierę każdego dnia kiedy jest wykonywany na żywo, dlatego staramy się jak najwięcej grać. Po za tym występując kilka razy pod rząd mamy zawsze niesamowitą frajdę, bo możemy się zmierzyć z materią, w której z koncertu na koncert czujemy się coraz swobodniej. W tym roku będzie można nas usłyszeć jeszcze w 14 miastach, a po nowym roku wracamy do koncertowania klubowego i plenerowego. Wszystkie aktualne koncerty dostępne są na naszym facebooku i naszej stronie www.chillicrew.com

Jak wyglądają Wasze plany na przyszły rok? Widzicie się na jakichś festiwalowych scenach latem?

Kuba: Od nowego roku wracamy z promowaniem albumu klubach. Trasę organizujemy sami ponieważ zależy nam na tym, żeby ludzie, którzy nas lubią mieli okazję posłuchać nas na żywo, niezależnie od tego, czy "hajs będzie się zgadzał". Reszta zależy od tego jak album przyjmie się w różnych środowiskach. Pracujemy nad tym, żeby pojawić się na fajnych festiwalach, na wielu letnich scenach, ale to już jest zależne od gustów promotorów i tego, czy będziemy na fali. Jedyne co jest pewne, to to, że będziemy systematycznie wracać do grania koncertów klubowych, które mają swój niepowtarzalny klimat.