Co roku powtarzam, że największą wadą Akademii Fonograficznej, czyli ciała przyznającego najpierw nominacje, a potem same nagrody (i do którego to ciała też się zaliczam) są sami Akademicy i branża. Czyli ci, którym najbardziej na prestiżu powinno zależeć. Powtórzę to jak mantrę, bo znów mamy w nominacjach taki sam obraz, jak przed laty – aż za bardzo wyraźnie widać, że to ciało złożone z ludzi, którzy nie słuchają w całości polskiej muzyki. Ponaglani (albo i nie) głosują na szybkości, premiując tych, których znają. Albo chcą wypromować. A nie tych, którzy zasługują.

Dowodów przed laty mieliśmy co nie miara - najbardziej znamienny to brak w ubiegłym roku nawet nominacji za debiut dla docenionego na całym świecie zespołu Hańba!. W tym roku formacja dostała paszport Polityki, poparty okładką w tygodniku, zespół dało się usłyszeć w radiowej Trójce. Ciężko było ominąć ten zespół. Teraz nominacja (uff!) jest.

Absurdy widać już na etapie zgłaszania płyt do poszczególnych kategorii. Jak wytwórnia/menadżment/artysta się uprze to nic się nie zmieni – dlatego też wśród płyt alternatywnych widzimy wspaniały, popowy album „Zew”, który nagrał Mrozu, podobnie jak krążek „TU” formacji LemON. Sam fakt, że ktoś postarał się napisać nieco bardziej ambitne teksty nie zmienia faktu, że z alternatywą ma niewiele wspólnego.

Oto przykład "alternatywnej" piosenki. Świetny, radiowy pop - nieprawdaż?

Absurdy widać też na etapie głosowania. Wśród nominacji w kategorii album roku rock (w tym hard, metal, punk) widzimy krążek formacji Hey. Powiecie, że nie ma w tym nic złego, bo to zespół tak zasłużony, jak żaden inny. No właśnie – wygląda na to, że w momencie, w którym fantastyczna, prawdopodobnie najlepsza w przekroju ostatniego ćwierćwiecza formacja zawiesiła działalność, dostała nominację za album, który zawiera nowe wersje starych przebojów. Innymi słowy – Akademicy stwierdzili, że z polskim rockiem jest tak dramatycznie źle, że trzeba nominować stare kompozycje, bo nowe na to nie zasługują. To policzek w stronę polskich twórców – policzek, który branża wymierza sobie sama.

Absurdem jest też, że wśród nominowanych za debiut znalazł się Jacek Królik, muzyk którego znamy od 35 lat - m.in. z Brathanków.

Absurdy widać wreszcie w kategorii hip-hop. Znów doceniani są tylko ci, których gra radiowa Trójka. Akademicy - naprawdę nie macie na swoich telefonach, tabletach i komupterach Tidal, Spotify czy choćby YouTube? Z ciekawości nie sprawdzacie, kim są ci, którzy w ubiegłym roku okupowali jedynki OLIS? Oczywiście można powiedzieć, że głosowanie to wypadkowa gustu Akademików, którzy zdecydowali tak, bo uważają, że te płyty są lepsze od innych. Można, ale bardziej prawdopodobną wersją jest według mnie to, że innych dzieł polskich raperów zwyczajnie nie znają, podobnie jak rok temu nie wiedzieli kim jest Hańba! Nie mogę zrozumieć dlaczego nie ma tu np. Pjusa czy Quebonafide.

Akademicy - przestańmy żyć w kosmosie i wróćmy do Polski. Tu w muzyce dzieje się dziesięć razy więcej dobrego, niż wynika to z nominacji w kategorii muzyka rozrywkowa.

Na koniec – nie wątpię, że sama gala będzie profesjonalna i wspaniała, tak jak w ubiegłym roku. Szkoda, że obciążona zupełnie niepotrzebnymi kontrowersjami.