Dziennik Gazeta Prawana logo

Najlepsza płyta rockowa roku

13 października 2007, 14:57
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Jesteśmy przegrani, przemijamy jak gasnąca gwiazda" - śpiewają Manic Street Preachers na nowej płycie. Kłamią. Ich gwiazda nie świeciła równie jasno od dekady.

Na okładce dwie panie nie z tego świata - ponętny anioł i równie urocza diablica. Zespół musiał nadstawiać ucha głównie na podszepty tej drugiej, bo "Send Away The Tigers" to powrót do niepokornego punkowego grania. Gitara Jamesa Deana Bradfielda dawno nie brzmiała równie ostro i od lat nie wypluwała z siebie tak zadziornych riffów, których nie powstydziłby się nawet Slash.

Tytułowy "Send Away The Tigers", "Autumnsong" czy "Rendition" to czad w czystej postaci. Chuck Berry z dumą podpisałby się pod tą rockandrollową petardą! A przy tym niemal każdy utwór jest potencjalnym hitem, chwyta za serce typowym dla tej grupy, nieco pompatycznym, za to wściekle melodyjnym refrenem oraz emocjonalnym śpiewem Bradfielda i Wire’a.

Posłuchajcie tylko melancholijnego "The Second Great Depression" albo łączącego beatlesowskie harmonie z niespożytą energią The Clash "Your Love Alone Is Not Enough", w którym Walijczykom towarzyszy słodkogłosa Nina Persson z The Cardigans. Zaserwowana na deser przeróbka "Working Class Hero" Johna Lennona to tylko niewiele znacząca ciekawostka, kwiatek do kożucha. Znani z lewicowych sympatii Manics zapewne nagrali ją raczej z pobudek ideologicznych niż artystycznych, tym bardziej że sami potrafią pisać nie gorsze piosenki.

Nie zawsze było tak różowo. W latach 90. Manic Street Preachers toczyli nierówne boje z brytyjską prasą, która na siłę chciała wtłoczyć ich w ciasny britpopowy gorset. Gdy byli u szczytu twórczych możliwości, skrzydła podcięło im tajemnicze zniknięcie gitarzysty Richeya Jamesa, współautora materiału i głównego ideologa zespołu. Nikt nie widział go od 1995 roku, ale jego koledzy święcie wierzą, że żyje i niezmiennie wpłacają tantiemy na konto muzyka. Kolejne płyty sprzedawały się coraz gorzej, a przy wyraźnie zmęczonych Manics zostało już tylko grono najwierniejszych fanów...

Zamilkli więc na dwa lata. Nie publikowali nowych utworów, nie grali koncertów. Szykowali się do nagrania najlepszej płyty od czasów "Everything Must Go" (1996). "Chcieliśmy zrobić coś, w czym jesteśmy najlepsi, co naprawdę kochamy, czyli gitarową muzykę z inteligentnymi tekstami. Na nowo odkryliśmy powody, dla których zakładaliśmy ten zespół. Poprzednie dwie płyty nie brzmiały jak Manic Street Preachers. Jeśli ta również nie zadowoli naszych fanów, może powinniśmy dać sobie spokój" - odgrażał się niedawno Nicky Wire, basista zespołu, w wywiadzie udzielonym BBC. Albo raczej krygował, bo zdając sobie sprawę z tego, jaki materiał nagrali, dobrze wiedział, że koniec kariery im nie grozi.

Nie śmiejcie się więc z Arctic Monkeys, nie żartujcie z Kasabian, nie czekajcie na U2. Najlepsza brytyjska płyta rockowa roku 2007 nosi tytuł "Send Away The Tigers".

"Send Away The Tigers"
Manic Street Preachers
Sony BMG

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj