Dziennik Gazeta Prawana logo

Sigur Rós – niewolnicy własnego mitu

21 listopada 2011, 08:35
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Sigur Rós
Sigur Rós/EMI Music
Zespół Sigur Rós po trzech latach milczenia wraca do gry. I to – jak twierdzą sami muzycy – zmieniony nie do poznania.

Na razie musimy uwierzyć im na słowo, bo nowa płyta z premierowymi kompozycjami w stylu ambient ma trafić do sklepów dopiero wiosną. Teraz islandzki kwartet przypomina się fanom z dobrze znanej strony – zapisem koncertu sprzed trzech lat.

Wydawnictwo nazywa się "Inni" i jest to tytuł znaczący. Po islandzku oznacza "wewnątrz". Bycie wewnątrz czegoś zawsze jest pokusą, a szczególnie w odniesieniu do natchnionego zespołu. W przypadku Sigur Rós jest wręcz warte grzechu.

"Inni" nie jest plonem remanentu w pokaźnych zasobach oficjalnych nagrań koncertowych zespołu, ale wykalkulowanym sposobem przypomnienia o sobie i wyzwolenia się od koturnowego image’u. Ten bowiem przez lata zaczął im wyraźnie ciążyć. Dlatego też muzycy co rusz opowiadają, jak to odkryli swoje brzmienie przez przypadek (Jónsi gra na gitarze smyczkiem tylko dlatego, że brzmiał on gorzej w rękach basisty) albo że przed koncertem lubią sobie dla kurażu strzelić kielicha lub dwa (a nawet trzy). Bez skutku jednak. Jak Nick Cave wciąż są niewolnikami swojego wizerunku.

Czarno-biały film wyreżyserowany przez Kanadyjczyka Vincenta Morisseta z założenia miał być inny. Miał pokazywać zespół nie tylko od środka, czyli z odległości kilku metrów, a czasami nawet centymetrów, ale też od kuchni. Choć pompatyczne brzmienie, rozpisane na jazgoczącą gitarę, sekcję rytmiczną, klawisze, smyki i falset Jónsiego, na pierwszy rzut ucha wydaje się stosunkowo proste w produkcji, to zachowanie go podczas występu sporo kosztuje Sigurów. Tym bardziej że zespół wtedy rozpala się intensywnym rockowym płomieniem. Grube ziarno obrazu, zwolnione, a czasem nakładające się na siebie ujęcia, zamiast maskować strużki potu płynące po twarzach muzyków, dodatkowo je podkreślają. To, co wydawało się muzyczną poezją, na naszych oczach staje się ciężką fizyczną pracą.

Ci, którzy poprzestaną na odsłuchaniu płyt, będą mieli czego żałować. W warstwie muzycznej Sigur Rós jest bowiem taki sam jak zawsze. "Inni" nie przynosi żadnej rewolucji. Zespół gra monstrualnie porozciągane wersje swoich i tak niekrótkich szlagierów z całej swojej dyskografii. Inna sprawa, że robi to wybornie.

Islandzcy poeci rocka twierdzą, że najnowsze wydawnictwo jest pożegnaniem z dotychczasową formułą zespołu, że muszą coś zmienić w swojej muzyce. Nie muszą, tylko chcą. Bo jeśli o mnie chodzi, śmiało mogą wyruszyć w drogę powrotną. Po obejrzeniu i przesłuchaniu "Inni" wiem to na pewno.

SIGUR RÓS | Inni | Krank

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj