Dziennik Gazeta Prawana logo

Szalony klaun David Lynch mistrzem dziwnych klimatów na... nowej płycie

17 grudnia 2011, 16:02
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
David Lynch
David Lynch/Media
Debiutancka płyta znanego reżysera Davida Lyncha jest jak jego filmy – niepokojąca i niejednoznaczna.

Oczekiwanie na nowy film (od premiery "Inland Empire" minęło już pięć lat) Lynch rekompensuje fanom muzycznym wydawnictwem. "Crazy Clown Time" jest reklamowana jako jego płytowy debiut, ale twórca "Miasteczka Twin Peaks" z muzyką ma bliski kontakt już od wielu lat. Jest współautorem ścieżki dźwiękowej do swojego pełnometrażowego debiutu "Głowa do wycierania". Pracował też przy tworzeniu muzyki do chociażby "Dzikości serca", "Miasteczka Twin Peaks" i "Mulholland Drive". Współtworzył dwa pierwsze albumu Julee Cruise, która śpiewa w temacie przewodnim do "Miasteczka Twin Peaks". Realizował teledyski, a na początku tego roku koncert Duran Duran.

10 lat temu wyszła z kolei płyta "BlueBob" jego wspólnego projektu z muzykiem Johnem Neffem. Lynch nie tylko ją wyprodukował, lecz także zadbał o design, efekty wokalne, bawił się również dźwiękami na gitarze. Cała płyta przypomina fragmenty ze ścieżek dźwiękowych do jego filmów, zresztą dwa numery z "BlueBob" znalazły się w "Mulholland Drive". Po dziesięciu latach Lynch wydaje "Crazy Clown Time", przy którym pracował m.in. z Deanem Hurleyem, który gra tu na gitarach, perkusji i klawiszach. W pierwszym i jednym z najlepszych numerów na płycie „Pinky’s Dream” wokalnie wspiera go Karen O z zespołu Yeah Yeah Yeahs!. Rytmiczny, za sprawą basu i perkusji i niepokojący, z powodu gitar i klawiszy numer nie gryzłby się puszczony jako tło do żadnego z jego filmów, może poza "Prostą historią".

Podobnie rytmicznie jest też w drugim "Good Day Today". Tylko że tu wokalnie rządzi już tylko Lynch. Jego głos jest zniekształcony, jak zresztą w mniejszym lub większym stopniu w każdym kawałku. Wokal jest wysoki, lekko beczący, momentami brzmi jak kobiecy. Lynch dokłada do tego specyficzne gitary – gra na nich jakby w zwolnionym tempie. Rozmywają się i hipnotyzują, co w takich siedmiominutowych kolubrynach jak "Crazy Clown Time" czy "Strange And Unproductive Thinking" może drażnić. Lynch potrafi być industrialny ("She Rise Up"), synthopowy ("Stone's Gone Up") i bluesowy ("I Know").

Wszystkie te gatunki David wymienia jako inspirujące w wywiadzie dla "NY Timesa". Przyznaje się w nim do fascynacji zarówno Presleyem, Buddym Hollym, Royem Orbisonem, jak i młodymi artystami czarującymi elektroniką, jak Lykke Li czy Au Revoir Simone. Dokłada do nich swój mrok i w efekcie mamy ciekawy miks dusznego, barowego bluesa z syntetycznymi bitami. Są tu też niestety rozlazłe numery, w których Lynch brzmi, jakby śpiew sprawiał mu ból ("Speed Roadster"), a mimo to ciągnie swoje stękanie i rozmemłane granie na gitarze przez kilka minut. Całość, choć nie pokazuje Lyncha z innej strony niż jego filmy, malarstwo czy poprzednie muzyczne projekty, zasługuje na uwagę. Lynch potrafi bowiem budować klimat jak mało kto.

DAVID LYNCH | Crazy Clown Time | Isound Labels

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj