Koncerty upłynęły więc w strugach deszczu, ale potem było już tylko lepiej. Zmokniętą publiczność rozgrzał energetyczny house w wykonaniu , który swój set wzbogacał świetnymi wokalizami. Później stery za didżejką przejął z Jazzanovy urzekając niezwykle ekletycznym doborem numerów.
Było więc sporo soulu, broken beatu i na sam koniec taneczny liquid funk. Atmosfera zmieniła się diametralnie podczas koncertu , brytyjskiego odpowiednika formacji typu Linkin Park. To była czysta energia i mocne hard rockowe uderzenie.
Ten sam power emanował ze sceny podczas niesamowitego seta , którzy jednak zamiast gitar i perkusji używali do zabawy dźwiękiem czterech gramofonów, kilku mikserów i odtwarzaczy CD. Ze swobodą godną mistrzów zaprezentowali przekrój najnowszych możliwości klubowej muzyki poruszając się pomiędzy dubstepem, jungle crack house i bassline.
Po godzinie 4 nad ranem przyszło pożegnać się z pierwszym festiwalowym dniem.