O tym, że brytyjska gwiazda została znaleziona martwa w swoim domu w Londynie poinformowała w sobotę po południu telewizja Sky News.

Reklama

"Utwory Amy Winehouse brzmiały tak, jak gdyby zostały nagrane 50 lat temu. I porywały słuchaczy. To nie była zwykła muzyka. Amy Winehouse była niczym Artur z +Tanga+ Mrożka. Chciała być inna, oryginalna. I taką była. W czasach, gdy inne piosenkarki pragnęły być jak najbardziej współczesne, ona celowo wybrała +archaiczność+. Tym samym stała się inicjatorką całego stylu muzycznego. Inspirowała innych, dawała im odwagę, udowadniała, że warto sięgać w muzyce w przeszłość" - podkreślił Robert Leszczyński w sobotniej rozmowie z PAP.

Leszczyński, który prowadził w sobotę koncert podczas Przystanku Olecko i poinformował jego uczestników o śmierci Winehouse ocenił, że wszyscy tam zebrani na zawsze zapamiętają ten dzień. "Dla ludzi, którzy kochają muzykę to dzień tak szczególny jak ten, w którym dotarła do nas wiadomość o śmierci Kurta Cobaina" - przyznał Leszczyński.

Jego zdaniem Winehouse fantastycznie śpiewała, wyróżniała ją ogromna charyzma sceniczna. Jak powiedział, artystka z pewnością przejdzie do legendy. "Jednocześnie, biorąc pod uwagę jej osobowość, styl życia trzeba przyznać - była osobą bardzo autodestrukcyjną. I odeszła w szczególnym wieku. Wpisała się w tragiczną serię młodych śmierci światowych gigantów muzyki. W takim samym wieku odchodzili Jim Morrison, Janis Joplin. Jimi Hendrix" - powiedział.

"Co szczególnego jest w takim właśnie wieku? Dla muzyka tak aktywnie grającego, dla młodej publiczności czas zbliżania się do trzydziestki to nie jest łatwy okres w życiu. W przypadku tego typu artystów taki wiek bywa postrzegany jako... zaawansowany" - zwrócił uwagę Leszczyński.