Nigdy moja ciężka choroba, która doprowadziła nawet do próby samobójczej w styczniu tego roku, nie została wzięta pod uwagę, gdy planowano trasę koncertową lub promocję płyty. Terminy zostały ustalone, bez uzgodnienia ze mną i to w momencie, w którym przeżywałam tragedię – napisała na swojej stronie internetowej Sinéad O'Connor.

Reklama

Dodatkowo podkreśliła, że w pewnym momencie czuła się, jakby to ona była winna całemu zamieszaniu. – Zostałam w ten sposób potraktowana, jakbym była sama wszystkiemu winna. A to oczekiwania w stosunku do mnie były na ten moment wygórowane i nie mogłam temu sprostać. Wydaje mi się, że niektóre zachowania były nawet nieludzkie... – dodała.

Brakowało jej zwłaszcza osobistego wsparcia ze strony managementu. – Wszyscy, którzy dla mnie pracują – z wyłączeniem zespołu, bardzo mnie zawiedli. Nie powiedzieli nigdy miłego słowa, a potrzebowałam prawdziwego wsparcia – zaznaczyła Sinéad O'Connor i oskarżyła ich również o utratę głosu. – Po trzech koncertach w Los Angeles straciłam całkowicie głos. To stało się tylko dlatego, że nie zamówiono odpowiedniego sprzętu. Nie mogłam siebie słyszeć, nie było żadnych monitorów po bokach, co strasznie utrudniało mi pracę – napisała.

Mimo wszystko udało jej się zaśpiewać. – Nie wiem jak to możliwe, że później krytycy mnie oszczędzili i ocenili na wysokim poziomie. Gdy powiedziałam, że straciłam głos, bo nie miałam odpowiedniego sprzętu do dyspozycji, usłyszałam, że utrata jest moją winą, bo niewystarczająco o siebie dbam. A w tamtym momencie była to nieprawda – zaznaczyła.