Dziennik Gazeta Prawana logo

Jessie Ware, Rita Ora i Emma Hewitt – debiutantki mają głos

17 sierpnia 2012, 11:58
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Rita Ora
Rita Ora/Sony Music
Ware, Ora, Hewitt – jeszcze nie znacie nazwisk tych wokalistek? Lada moment to się zmieni.

Najciekawszym punktem ceremonii zamknięcia igrzysk olimpijskich w Londynie było "A Symphony of British Music" – krótka, choć de facto trwająca niemal dwie godziny historia muzyki z Wysp. Madness, Pet Shop Boys, Ray Davies, Fatboy Slim, George Michael, Kaiser Chiefs, Muse, Annie Lennox, muzycy The Who, Pink Floyd, Genesis, Queen – to tylko niektóre z gwiazd. Wśród nich doskonale poradzili sobie zeszłoroczna debiutantka Jessie J oraz Emeli Sandé, która pierwszy album wydała zaledwie w lutym tego roku. Bo brytyjski rynek muzyczny wciąż rodzi nowe twarze, godnych następców. Takie ceremonie londyńczycy mogliby organizować co roku, bo nowe zdolne wokalistki pojawiają się tam częściej niż nowe żony u boku Michała Wiśniewskiego.

Właśnie ukazał się debiutancki album Jessie Ware. Za moment swoje pierwsze płyty wydadzą Rita Ora i Emma Hewitt. Każda z nich prezentuje inny gatunek, każda doskonale wygląda, dobrze śpiewa i na pewno będzie o nich głośno dłużej niż przez jeden sezon.

Jessie Ware mogli poznać ci, którzy pojawili się na tegorocznym festiwalu Open'er. Brytyjka zaprezentowała tam materiał z albumu "Devotion". Ware pokazuje na nim, że gwiazdy nieoczywistego popu z naleciałościami innych gatunków w stylu Palomy Faith, Florence Welch czy Sade mają swoją następczynię. Piękna Jessie czaruje melancholijną mieszanką soulu, elektroniki, r'n'b. Wszystko podaje w przystępnym, popowym, ale nie prostackim i wtórnym sosie. Sama mówi, że chciałaby być gwiazdą pop w starym stylu, jak Annie Lennox albo wspomniana Sade. Wydaje się, że ma na to duże szanse. "Devotion" Ware zaprezentuje na żywo 16 listopada w Warszawie w klubie 1500m2 i dzień później w Poznaniu w klubie SQ.

Zupełnie inny materiał znajdzie się na debiutanckim albumie Rity Ora. Pochodząca z Kosowa, a mieszkająca w Londynie wokalistka w singlach ("How Do We (Party)" oraz "R.I.P. (feat. Tinie Tempah)" pokazała hip-hop, r'n'b, elektronikę i swój ostry rap, którymi podbije niejeden klub. Zresztą w Wielkiej Brytanii już to zrobiła. Na albumie gościnnie pojawili się will.i.am oraz J. Cole.

Lada dzień na sklepowych półkach znajdzie się też debiut Emmy Hewitt. Karierę zaczynała w zespole rockowym Missing Hours, ale szybko pochłonęły ją klubowe dźwięki. Efekt fascynacji i współpracy z Lee Grovesem, który pracował chociażby z Gwen Stefani i Depeche Mode, znalazł się na płycie "Burn The Sky Down". Ambient, chillout i pop spod ręki, a raczej głosu Hewitt, to wciągająca mieszanka.

Wypada tylko pozazdrościć podwładnym Elżbiety II urodzaju pięknych, dobrze śpiewających pań.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj