Jak się czujesz?

Dziękuję, dobrze. Moi znajomi, fani, na Nowy Rok życzyli mi zdrowia i te życzenia najwyraźniej do mnie dotarły, bo czuję się zdrowo.

Koniec roku jednak na to nie wskazywał. Co się stało?

Wiesz jak działają portale plotkarskie. Ktoś powie, napisze jedno słowo, a potem to pęcznieje do takich rozmiarów, że nie wiadomo, kiedy staje się to dramatem, a bohater tej plotki już jest na granicy życia. Nic takiego na szczęście się nie działo, miałem po prostu przejściowe problemy, ale sobie z nimi poradziliśmy. Wszystko jest w porządku.

Te przejściowe problemy dotyczyły serca?

Nie. Gdybyś poznała męską część mojej rodziny, zrozumiałabyś, że akurat z tym nie mam żadnych problemów, bo tak zadecydowała genetyka. Poza tym moja żona dba o to, aby ta część ciała była w porządku i jest bardzo w porządku.

Ostatnio napisała na Facebooku, że rzucasz palenie, więc stąd moje domysły.

Doprecyzujmy – rzuciłem (śmiech). Nigdy nie robiłem sobie postanowień noworocznych. To samo jakoś wyszło. Stosuję zamiennik i on doskonale na mnie działa. Na mnie, czyli rasowego palacza. Ja jarałem fajki, a nie je paliłem. To, że rzucę palenie wydawało mi się po pierwsze niemożliwe z moim charakterem, a po drugie nie chciałem tego robić, bo ja lubiłem całe życie palić. Byłem przekonany, że mi się nie uda i szybko wrócę, a tymczasem to cholerstwo, czyli zamiennik, tak się zadomowiło, że palę trzy razy mniej i jestem z tego bardzo zadowolony.

Co było powodem tego postanowienia?

Trochę ostatnio narzekałem na głos, a że mam coraz więcej koncertów, coraz więcej pracuję ostatnio głosem, a jest to mój warsztat pracy. Żeby nie mieć chrypki, żeby go nie zdzierać, bo nie mam już 20 lat i muszę myśleć coraz bardziej rozsądnie, chociaż z tym akurat nigdy zbytnio nie miałem problemów.

Twoja praca to teraz głównie koncerty?

Tak i nie ukrywam, że sprawia mi to wielką frajdę. Lubię śpiewać małe koncerty, kameralne recitale. Czasem tylko z fortepianem, czasem z gitarą albo kontrabasem. W tym swoim koncertowaniu zawsze szukałem bezpośredniego kontaktu ze słuchaczami, żeby widzieć ich oczy. Dla mnie to swego rodzaju rozmowa z widzem. Tego, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, brakuje mi na co dzień. Nie gadamy ze sobą, tylko piszemy na Facebooku, sms-ami. Coraz mniej w tym wszystkim czystego, mówionego słowa. Sale na tych moich recitalach są pełne. Często publiczność najpierw się dziwi tego rodzaju otwartością, że to tak wygląda i tak brzmi, a potem jest zachwycona. W tym co robię zawsze patrzyłem z perspektywy widza, słuchacza. W ten sposób oceniałem swoją pracę. Chodzi mi zawsze o to, żeby się podobało. Okazuje się, że nie tylko ja jestem tej rozmowy ze słuchaczem głodny, ta druga strona również. Duże koncerty też gram, nie mam nic przeciwko festynom, imprezom plenerowym, ale lubię je mniej, bo to zawsze tłumy ludzi, biegające pod sceną dzieci z balonikami, nie ma w tym głębszego przeżywania życia. Dla mnie sztuka jest po to żeby wzruszać, ale tak jak mówię potrzebna jest i jedna, i druga jej forma, więc obydwie wykonuję.

Masz więcej wolnego czasu po rozstaniu z TVP?

Mam więcej pracy. Kiedyś dawno temu powiedziałem, że rozstanie z Woronicza to nie będzie dla mnie koniec świata. Nie urodziłem się po to, żeby tam codziennie latać i że bez tego umrę. Owszem był taki moment, kiedy nie wyobrażałem sobie życia bez tego programu, tego miejsca, wydawało mi się, że sobie nie poradzę, że to będzie zbyt silne, zbyt duże przyzwyczajenie, bo przecież to aż 21 lat w jednym i tym samym miejscu. Moja "żałoba" po tym, co się wydarzyło, trwała trzy tygodnie. Było mi przykro, smutno, ale raczej nie z mojego powodu, bo ja zazwyczaj bardziej myślę o ludziach, o milionach widzów, którzy zostali w domach. Osobach, które miały coś dla siebie i które przez niepotrzebne decyzje zostały pozbawione tego, do czego chętnie wracali. To znaczy niby to mają, ale w mojej opinii nie mają.

Słyszałeś to od tych, którzy oglądali "Jaka to melodia?"

Do dziś słyszę. Te dowody sympatii, ocenę, mam od 21 lat i nie ma siły, żeby taka sama relacja nawiązała się między panem Norbim a tymi, którzy na to patrzą. Mieliśmy do siebie zaufanie, nie oszukiwaliśmy widzów, nic nie było ustawione, choć to nam zarzucano. Było nam razem dobrze przez te 21 lat. Gdybym ja o tym decydował, to bym nie zdjął takiego programu, ale nie wnikam, co tam się zadziało, że zostały podjęte takie decyzje. To nie moja telewizja.

To cię najbardziej wkurzyło? Ten brak lojalności?

Nie jestem dzieckiem, nie spodziewałem się lojalności z oczywistych względów. Nie w tych relacjach. Uważam, że po prostu tego się ludziom nie robi. Można ukarać mnie, ale nie te miliony widzów, oni nie są niczemu winni. Ja sobie poradzę. Kompletnie nie miałem stresu, że nie dam rady, że od momentu końca mojej kariery w TVP zamknę się w pokoju i będę się starzał z pilotem w ręku.

To co zrobiłeś po ostatnim nagraniu?

W tym wypadku, podobnie zresztą jak i w innych, pożegnanie z Woronicza było nagłe i niespodziewane. Nie mogłem, więc tego zaaranżować, przygotować pożegnalnej laudacji. Dowiedziałem się o zmianach przez telefon od kogoś, kto nawet w TV nie pracował, a o swoim zwolnieniu - z gazety. To świadczy o pewnym absurdzie całej sytuacji.

Ta przerwa między końcem twojej przygody z "Melodią" a pierwszym koncertem, jaki zagrałeś trwała długo?

Już następnego dnia, gdy okazało się, że jestem wolny i do wzięcia, rozdzwoniły się telefony. Do dziś trwają negocjacje, rozmowy, jak będzie wyglądał kolejny program. Od początku wiedziałem, że sobie poradzę i prędzej czy później wrócę do ludzi. Jeśli się uda- może jeszcze tej wiosny, jeśli nie- jesienią już na pewno.

To będzie podobny program?

Na razie więcej poza tym, że będzie to program muzyczny, powiedzieć nie mogę. Zajmuję się tym ponad 20 lat, więc to w tej dziedzinie jest moje miejsce.

Co byś powiedział swojemu następcy, czyli panu Norbiemu?

Czytałem, że ma gdzieś krytykę i opinie widzów na swój temat. Powiedział: ,"Psy szczekają, a karawana jedzie dalej". Masakryczne porównanie i bardzo smutne. Totalny brak szacunku dla tych, bez których ani program, ani On sam, nie istnieje. Przydałoby się trochę pokory.

Prezes TVP Jacek Kurski miał stwierdzić, że jeśli nie podpiszesz nowej umowy to skończysz jak Grażyna Torbicka i Maciej Orłoś.

To bardzo zaszczytne grono. Niejeden artysta chciałby skończyć jak pani Grażyna Torbicka, która cieszy się ogromną estymą, ma swój festiwal filmowy i jest profesjonalną dziennikarką, czy jak Maciek Orłoś, który prowadzi świetne szkolenia i jest rewelacyjnym konferansjerem. Obydwoje mogą wysoko nosić głowę.

Ty też nosisz ją wysoko?

Robię, to, co lubię, nie muszę się wstydzić swojego nazwiska ani profesji. Poza koncertami, prowadzę audycję w Radiu Pogoda, której słuchają ludzie w moim wieku, trochę starsi albo trochę młodsi. Nie chcę mówić, że społeczeństwo się starzeje, ale uważam, że zbyt mało myśli się o tych dojrzałych odbiorcach. Uważam, że to oni są siłą. Ja jestem z nimi bardzo związany. Wiem, jaki mam PESEL, wiem, że sam mam dorastające córki, więc nie zamierzam udawać, że wciąż mam 20 lat, bo byłbym w tym nieszczery. Myślę, że byłbym obiektem drwin, śmiechów i byłoby to lekko żenujące. Dlatego też naturalnie idę do swoich. Miałem już długie włosy, nakrzyczałem się, byłem rockowcem a dziś jestem na etapie, że mam 5+ i dobrze mi z tym. Nie chciałbym cofnąć czasu.

A więc źle nie skończyłeś?

Nie, bo mam swoją 50-letnią energię. Wszystko zależy od temperamentu, od tego, z kim pracujesz. Człowiek w samotności gnije. Gdy dopada go stres, też nie potrafi sobie z tym czasem poradzić, zwłaszcza, gdy jest z tym sam, nie ma bliskich, przyjaciół. Może Ktoś miał nadzieję, że mnie to dopadnie, że skończę z pilotem w ręku. W zagranicznych stacjach telewizyjnych hołubi się prezenterów i dziennikarzy z doświadczeniem, starszych. Wciąż dziwi mnie, że w Polsce tego nie ma. Rozumiem, że idzie nowe pokolenie. Ale oni mają internet, większość dzieciaków siedzi w sieci. A co mają zrobić Ci z 5+? Jaką ofertę przygotuje dla Nich Telewizja, jeśli postawi tylko na młodość.

Wyjście z tej trwającej 21 lat strefy komfortu, sprawiło, że poczułeś strach, lęk, jeśli chodzi o finanse?

Nie. Czytelnicy tego nie widzą, ale krzyżuję palce i daję słowo honoru, że nigdy nie pracowałem dla pieniędzy. Zawsze były. Mniejsze, większe, ale bardziej interesowało mnie, czy chcę wejść w dany projekt, czy nie. Oczywiście przez ostatnie lata żyliśmy sobie bardzo wygodnie, a teraz jest trochę inaczej, trochę skromniej, ale to nie znaczy, że jesteśmy mniej szczęśliwy. Pieniądze nigdy nie były dla mnie najważniejsze. Naprawdę mogę żyć za mniej.

Kiedy pojawiły się twoje problemy ze zdrowiem, powiedziałeś sobie "stop", czas zwolnić?

Przyznaję, że przez ostatnie lata zapomniałem o tym, że trzeba dbać o samego siebie. Myślałem, że wciąż mam energię i zdrowie 30-latka i konia roboczego, a tak niestety nie jest. Dbałem o samochód, jeździłem na przeglądy, a zapominałem o tym osobistym przeglądzie. Kiedy go w końcu zrobiłem powyłaziły różne drobiazgi, które na szczęście udało się szybko naprawić. Nie ukrywam, że przez te 21 lat zawodowych trochę się zajechałem. Może komuś wydawać się, że moja praca, to nie jest praca w korporacji, bo tylko sobie gram, śpiewam, występuje, ale to też są godziny przygotowań, twórczego myślenia, które kosztuje zdrowie, więc przeglądy są niezbędne. Dziś już o tym wiem.

Masz jakieś swój sposób na podtrzymanie kondycji?

Mój znak zodiaku, czyli Baran (śmiech). Już tak jest, że to osoby dynamiczne, energiczne. Nie mam czasu na diety, bo ciągle jeżdżę, więc mieszkam czasem więcej w samochodzie, niż w domu. Uwielbiam tenis, więc dwa razy w tygodniu staram się znaleźć czas na to, aby trochę się poruszać.

A co te 5+ zmieniło w tobie?

Jestem bardziej wyrozumiały, cierpliwy, wolniej myślę, wolniej mówię. Mam w sobie więcej wewnętrznego spokoju. Nie denerwuje mnie byle, co. Nie chciałbym mieć znowu 30 albo 40 lat. Jestem naprawdę cudownie zgrany z naturą i postępującym czasem. To wszystko ma swój sens. Mam już odchowane dzieci, które wyprowadziły się z naszego domu. Owszem łezka w oku się zakręciła, gdy weszliśmy ostatnio do pustego pokoju, w którym nie ma już naszej córki Anielki, bo się wyprowadziła i rozpoczyna swoje dorosłe życie. Uaktywnił się w nas syndrom opuszczonego gniazda, ale tak ma być. To z pewnością będzie dla niej dobre, musi sobie poradzić, sama cudownie poukładać swoje życie, choć wiem, że będzie miała trudniej, niż my. Za naszych czasów nie było takiej konkurencji, złośliwości, zazdrości, nie trzeba było aż tak przepychać się łokciami.

Zaakceptujesz zięcia bez problemu?

To nie są już pierwsi narzeczeni naszych córek, więc nie będę robił castingu, bo nigdy go nie robiłem. Zawsze dziewczyny przyprowadzały fajnych kolegów, z którymi przybijaliśmy piątkę. To świetni młodzi ludzie. Jestem zachwycony tym, jakie mają pomysły. Jestem dziś, jak mówiłem, bardziej wyrozumiały. Myślę, że gdyby miały po 13 lat, ta nasza rozmowa inaczej by wyglądała. Zastanawiałbym się, co robią, z kim są. Nastoletni okres to trudny czas zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Dla nas tamte lata były, tym trudniejsze, że głośno było w mediach o moim rozstaniu z ich matką i decyzji dzieci o pozostaniu przy mnie. Duża zasługa w tym Moniki, mojej obecnej żony, która udźwignęła te trudne chwile, pomogła mi to poukładać.

Dużo jej zawdzięczasz?

Bardzo dużo. Weszła w ten związek i cały ten medialny szum bez przygotowania , ale i bez strachu. Jestem z niej dumny, bo też nie byłem wtedy łatwym partnerem. Poza tym były córki w wieku, który jest może bardzo ciekawy, ale też trudny. Dla wszystkich była to nowa sytuacja, ale tylko Ona nie użalała się nad sobą, podwinęła rękawy i tworzyła tę rodzinę na nowo. Dużo się udało dzięki wielkiej, dzielnej Monice. Nie udajemy, że jesteśmy szczęśliwi. Nie musimy tego robić, bo tak jest. Jesteśmy ze sobą już kilka ładnych lat, motyle w brzuchu nie latają nam tak intensywnie jak kiedyś, ale ta nasza relacja fajnie się przeobraża, zmienia. Poza tym, że się kochamy, to przede wszystkim się bardzo lubimy. Lubię z nią spędzać czas, trzymać się za ręce. Nie musimy tego robić, ale to nam wychodzi odruchowo i to jest fajne. Myślę, że receptą na udany związek, jest ogromna potrzeba cierpliwości z obydwu stron i u nas to się sprawdza. Przyjaźnimy się.

O czym twoim zdaniem dojrzały facet powinien pamiętać?

Żeby nie zapominać dawać. Nie chodzi mi o rzeczy materialne, ale o gesty, słowa. Kiedy tego brakuje, to życie we dwoje robi się szare, nijakie. Lepiej jest to życie kolorować, choć i tu trzeba zachować umiar, bo z nadmiaru słodyczy też może zemdlić.

Jest coś, czego w sobie nie lubisz?

Lenistwa. Wiem, że to brzmi dziwnie, ale tak jest. Powinienem się bardziej przykładać, ale nie za bardzo mi się chce. Usprawiedliwiam się tym, że nie muszę się już z nikim ganiać. Mam swoje koncerty, radio, niebawem wrócę na antenę. Chyba nadszedł u mnie czas, że zjadam życie mniejszymi łyżeczkami. W pewnych kategoriach oddaję pałeczkę młodszym. Niech teraz oni podbijają świat.

Twoja ostatnia płyta to piosenki z lat 20. i 30. Dlaczego tak?

Tych piosenek jest bardzo mało, a są piękne. Uważam, że trzeba je odkurzać, pokazywać w nowych aranżacjach. Starszym przypominać, a młodszych edukować, że w ogóle istnieją.

Jest coś, co cię irytuje w tym polskim muzycznym świecie?

Chyba nie. Nie mam nic przeciwko temu, że disco polo jest popularne. Widocznie jest potrzebne. Może tylko na jedno zwróciłbym uwagę, a mianowicie na to. żeby w programach tanecznych, muzycznych było więcej takiej właśnie muzyki jak stare przeboje, szlagiery, które będą ciągnąć poziom w górę. Żeby nie skupiać się ciągle na tzw. mainstreamie.

Porozmawiajmy przez chwilę o rzeczywistości, w której żyjemy. Co tu byś zmienił?

Jest wiele do zrobienia, ale dobrze się stało, że ten ostatni bastion, jakim jest trójpodział władzy, wciąż się trzyma. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Mamy XXI wiek, tożsamości poszukuje nie tylko Polska, ale Włochy, Węgry, czy USA. Przeczytałem ostatnio ciekawy artykuł, w którym napisano, że co jakiś czas pojawiają się ruchy społeczne, które walczą o poszukiwanie tożsamości społecznej, mówiące do ludzi trzymających władzę: "Podzielcie się pieniędzmi, bo macie ich za dużo. Bądźcie solidarni".

Nosisz mentalnie koszulkę z napisem "Konstytucja"?

Noszę, bo zgadzam się z tym, że o konstytucję trzeba walczyć.

Na marsze chodziłeś?

Uważam, że misją mojego pokolenia jest, przede wszystkim, uświadamianie młodych ludzi, tych, których mamy wokół siebie. Są różne na to sposoby. Marsze, dyskusje, edukacja. Nie jestem urodzonym trybunem ludowym, ale uważam, że trzeba zacząć od tego najmniejszego poletka wokół siebie.

To, co byś chciał, aby się zmieniło? Na co liczysz?

Liczę, że dożyje czasów, kiedy zasypią się podziały, że będziemy jednym narodem, bo zmiany prawne można odkręcić kilkoma ustawami, ale zmiany w psychice, myśleniu, mentalne, to kilka jak nie kilkanaście ładnych lat. Miną pokolenia zanim będziemy czuli się jednym narodem, aby była jedna Polska.

Idealista z ciebie

Bez przesady. Tej zmiany myślenia Polaków życz mi na moje 7+ albo 8+ (śmiech).