"Morrissey nie byłby sobą, gdyby nie wtykał kija w mrowisko przy każdej możliwej okazji, przekora to jego drugie imię" – powiedział Maciej Koprowicz, dziennikarz "Teraz Rocka", autor książki "The Smiths. Piosenki o twoim życiu".

"Wydaje mi się, że jego współcześni fani zapominają, a może nie do końca są świadomi, że już w czasach The Smiths wygłaszał opinie, od których włos co niektórym jeżył się na głowie. Jak wtedy, gdy twierdził, że modli się o rychłe zamordowanie Margaret Thatcher albo gdy przekonywał, że tylko stosując przemoc można zniszczyć przemysł mięsny" – stwierdził Koprowicz. Morrissey nie je mięsa od dziecka.

"Nie powiedziałbym, że jego współczesne wypowiedzi są bardziej radykalne od tamtych. Pozostaje tym samym, bezkompromisowym, przekornie płynącym pod prąd artystą, którym był zawsze. To czasy się zmieniły, a nie on. Duża część fanów The Smiths w tej chwili politycznie rozmija się ze swoim idolem i z tego wynika środowiskowy ostracyzm wobec niego. Nie należy jednak zamykać Morrisseya w prawicowej szufladzie, bo przecież wciąż jest mu bliskich wiele ideałów kojarzonych z lewicą, takich jak feminizm, tolerancja dla osób LGBT czy walka o prawa zwierząt. Ten nieszczęsny znaczek +For Britain+ nie może przekreślać wszystkiego tego, co artysta zrobił dla tych spraw” - dodał.

Wspomniany znaczek Morrissey miał wpięty w klapę marynarki, kiedy w maju w ramach promocji albumu "California Son" pojawił się w popularnym telewizyjnym show Jimmy'ego Fallona. For Britain Movement to skrajnie prawicowa, antyislamska partia założona dwa lata temu w Wielkiej Brytanii przez Anne Marie Waters.

Na wystąpienie Morrisseya zareagował największy sklep muzyczny Spillers Records w Walii, wycofując jego płyty ze sprzedaży. Z kolei firma obsługująca reklamy na stacjach kolejowych w Liverpoolu usunęła banery reklamujące album "California Son".

Morrissey już w ubiegłym roku, cytowany przez "New Musical Express", deklarował, że poprze partię Anne Marie Waters. Namawiał ludzi, by otworzyli swoje umysły oraz apelował do mediów, by przestały nazywać ugrupowanie rasistowskim.

Recenzenci nowej płyty Morrisseya "California Son", m.in. w magazynie "Pitchfork", zwracają uwagę na specyficzny rozdźwięk - z jednej strony popiera on For Britain Movement, a z drugiej śpiewa protest songi sprzed lat. Na płycie znalazł się m.in. "Only a Pawn in Their Game" Boba Dylana z 1963 r. Dylan opowiedział w nim historię zamordowanego aktywisty ruchu praw obywatelskich Medgara Eversa i o korzeniach rasistowskiej polityki na południu USA.

Morrissey śpiewa również piosenkę "Morning Starship" Jobriatha, glamrockowego amerykańskiego artysty, jednego z pierwszych muzyków przyznających się do homoseksualizmu, który zmarł na AIDS w 1983 r. Na "California Son" znalazły się również covery piosenek Phila Ochsa, Dionne Warwick i Roya Orbisona. Morrissey wykonuje "It’s Over" Orbisona z 1964 r. Gościnnie na płycie zaśpiewali Billie Joe Armstrong z zespołu Green Day oraz Ed Droste z Grizzly Bear.

Dziennikarz "Rolling Stone" uważa, że na tej płycie Morrissey momentami brzmi jak smutny, nieszczęśliwy bard, innym razem jest pełen wigoru, pokazując szeroką skalę swego melodramatycznego głosu.

Autor książki "The Smiths. Piosenki o twoim życiu" o "California Son" stwierdził, że "traktuje tę płytę jako ciekawostkę, przerywnik pomiędzy regularnymi albumami, a przede wszystkim jako nieco egocentryczny prezent artysty dla samego siebie. Wokalista zastosował sprytny zabieg, znany dobrze z historii muzyki popularnej - opowiedział o sobie za pomocą cudzych piosenek. Mam wrażenie, że sięgając po protest songi z czasów hipisowskich stara się w jakimś stopniu odzyskać wiarygodność w oczach fanów, którzy zarzucają mu zdradę dawnych ideałów".

Koprowicz podkreślił również, że choć jego solowe płyty wciąż są ważne, to "najlepszy czas dla Morrisseya to lata spędzone w The Smiths, z którym to zespołem zmienił oblicze alternatywnego rocka, kładąc fundamenty pod całą współczesną kulturę indie".

The Smiths, w którym główne role grali Morrissey oraz gitarzysta Johnny Marr, istnieli tylko pięć lat, wydali w tym czasie cztery studyjne płyty.

W audycji poświęconej Morrisseyowi w radiowej Czwórce dziennikarz muzyczny Jacek Marczuk zaznaczył, że "wszystkie cztery albumy The Smiths to ekstraklasa, jeśli chodzi o gitarowe albumy z gatunku indie rock. Są także niewyczerpanym źródłem inspiracji, który uwypuklił się zwłaszcza wśród artystów nagrywających w latach 90. i na początku nowego tysiąclecia - takich jak Radiohead, Coldplay, Blur i Arctic Monkeys".

"Guardian" o okresie działalności The Smiths napisał: "poprzez swoją poezję, ale też humor Morrissey potrafił wyartykułować mroczne emocje młodzieży, ich samotność, alienację, wstyd, poczucie beznadziei".

W jednym z wywiadów sam Morrissey przekonywał, że śpiewanie w The Smiths było jak tworzenie pamiętnika, zawsze traktował twórczość zespołu bardzo osobiście. Kiedy już zespół się rozwiązał, powiedział z kolei, że wcześniej nie wyobrażał sobie, że może występować solo, ale teraz nie widzi już siebie jako członka zespołu.

Pierwszą solową płytę Morrissey wydał rok po rozpadzie The Smiths. "Viva Hate" trafiła na szczyty list sprzedaży w Wielkiej Brytanii, a w USA sprzedała się w ponad półmilionowym nakładzie. Znalazły się na niej pierwsze solowe przeboje Morrisseya "Suedehead" oraz "Everyday Is Like Sunday".

W tym roku artysta obchodził 60. urodziny. Ma na koncie 12 solowych płyt, kilka książek.

Urodzony 22 maja 1959 roku w Manchesterze jako Steven Patrick Morrissey po raz pierwszy w Polsce wystąpił dopiero w 2009 r. w warszawskiej Stodole. Powrócił tu w 2014 r., ale zagrał tylko kilka piosenek. Po tym, jak usłyszał obraźliwe słowa od jednego z widzów, zszedł ze sceny i już na nią nie wrócił.

"Morrissey zawsze mówi to, co myśli – nawet, jeśli igra w ten sposób z cierpliwością swoich fanów. Bez względu na to, co myślimy o jego obecnych poglądach politycznych, taka bezkompromisowość i szczerość wobec samego siebie w sztucznym świecie showbiznesu zasługuje przynajmniej na respekt" – powiedział Koprowicz.

Przed laty "Guardian" napisał o Morrisseyu, że to on wymyślił indie rocka. W 2002 r. magazyn "NME" uznał go za artystę wszech czasów, a cztery lata później widzowie BBC przyznali mu tytuł drugiej najważniejszej żyjącej osobowości Wielkiej Brytanii. Wyprzedził go tylko sir David Attenborough, a w tyle zostali m.in. Paul McCartney i David Bowie.

autor: Wojciech Przylipiak