Mówi się, że w zespołach rockowych demokracja się nie sprawdza. Czy Kult jest wyjątkiem potwierdzającym tę regułę?
W zespole Kult nie ma demokracji. Ona do niczego dobrego nie prowadzi. Grając kiedyś pod szyldem Kazik Na Żywo, praktykowaliśmy z kolegami model decydowania o losach kapeli głosami większości członków zespołu i na dłuższą metę to się nie sprawdziło. W zespole musi być szef, który ma ostatnie słowo. I w Kulcie w sprawach artystycznych mój głos jest decydujący. Dzięki temu ta maszyna muzyczna działa od kilkudziesięciu lat i się nie zacina.
Chcesz przez to powiedzieć, że w Kulcie panuje kult jednostki?
Istnieje monarchia oświecona.
Ale nadal jest to forma sprawowania władzy nad innymi.
Tak jest ten świat urządzony. Władza jest złem, bo stawia poddanych w sytuacji opresyjnej. Ale złem koniecznym, bo gdyby jej nie było, to w każdym wymiarze, także w społecznym, być może ziściłby się scenariusz serialu "The Walking Dead". Wyobraźmy sobie stan totalnej anarchii, kiedy instytucje państwowe przestają działać, a po ulicach chodzą zombi. Największym zagrożeniem są jednak pozostawieni na pastwę losu zwykli ludzie, którzy uciekają w hordach i wyrządzają sobie nawzajem krzywdę, aby tylko ocalić własne istnienie. Ta serialowa fikcja rodzi ponurą konkluzję, że człowiek jest najwidoczniej tak parszywą istotą, że trzeba go trzymać za twarz.
Socjolog, dziennikarz, autor książek. Pisze o kulturze, społeczeństwie, gospodarce i medycynie. Publikował m.in. w Wirtualnej Polsce, „Newsweeku” „Gazecie Wyborczej” i „Fakcie”. Analizuje i opisuje polską scenę muzyczną, efektem czego najnowsza biografia grupy Perfect – „Bo idole po to żyją”.