We wtorek berlińska prokuratura poinformowała, że nie ma wystarczających dowodów na to, by oskarżyć Lindemanna o dopuszczenie się czynności seksualnych z kobietami wbrew ich woli. Nie ma również dowodów na zarzuty dotyczące podawania kobietom narkotyków lub środków psychoaktywnych, tzw. tabletek gwałtu, a także "wykorzystywanie braku równowagi sił w stosunku do nieletnich partnerów seksualnych".
Śledztwo
Śledztwo zostało wszczęte w czerwcu, na skutek informacji zawartych w doniesieniach prasowych i mediach społecznościowych. Prokuratorzy podkreślili, że osoby rzekomo poszkodowane przez Lindemanna kontaktowały się wyłącznie z dziennikarzami i "jak dotąd nie skontaktowały się z organami ścigania". Zawarte w protokołach zeznania świadków "nie znalazły potwierdzenia w toku śledztwa".
Zeznania świadka, youtuberki Kyli Shyx, również nie były wystarczające. Kobieta „nie wyrażała się zbyt jasno w trakcie przesłuchań, nie była w stanie opisać własnych doświadczeń związanych ze zdarzeniami o charakterze karnym” – wyjaśniła prokuratura.
Warszawiak z wyboru. Do stolicy przyjechał z Pomorza. Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. W „Dzienniku” od października 2022 roku, wcześniej pracował w Polskiej Agencji Prasowej. Interesuje się polityką i sportem. Lubi chodzić na demonstrację i uliczne protesty. Rzadziej, niestety, można go spotkać w teatrze. Wolne chwile spędza słuchając rapu. Najczęściej napisanego cyrylicą. Prywatnie fan Chelsea Londyn. Ta miłość w tym roku osiągnęła pełnoletność.