Mistrzowska technika, swobodne melodie, muzyczna wyobraźnia – to od lat znaki rozpoznawcze saksofonisty Branforda Marsalisa. Nową płytą "Four MFs Playin' Tunes" nagraną ze swoim kwartetem Marsalis podtrzymał najmocniejsze strony swojego warsztatu.

Reklama

Album zawiera w większości autorskie kompozycje kwartetu. Jego skład zmienił się trzy lata temu, kiedy to do Marsalisa, pianisty Joeya Calderazzo i kontrabasisty Erika Revisa dołączył młody perkusista Justin Faulkner. Ich wspólne granie to oparta na wspaniałej technice energetyczna mieszanka z elementami free-jazzu i jazzu nowoorleańskiego (rytmiczna pulsacja, improwizacja). Taki klimat mają zarówno kompozycje kwartetu, jak i ich wersje standardów, które znalazły się na "Four MFs Playin' Tunes" – "Teo" Theloniousa Monka z solidnymi solówkami każdego z muzyków oraz urocza ballada "My Ideal" Leo Robina z lat 30.

Ten album to kwintesencja stylu najstarszego z braci Marsalisów (uznanymi muzykami są też Delfayo, Jason i Wynton). Brandford trzymał się go niezależnie, czy grał z gigantami jazzu jak Miles Davis, Dizzy Gillespie, Herbie Hancock, czy z gwiazdami innych gatunków, Stingiem, Grateful Dead, Harry Connickiem Jr., Tiną Turner. Szczególnie dobrze dogadywał się z liderem The Police. Ich wspólne albumy "Bring on the Night" i "Nothing Like a Sun" oraz trasy koncertowe po całym świecie niemal uczyniły z Branforda popkulturą gwiazdę. Oczywiście nie spodobało się to części jazzowego świata, Marsalis przestał być po prostu postrzegany jako prawdziwy jazzman.

Ale do nie najlepszych opinii Branford zdążył się już przyzwyczaić. Sam w wywiadach wspomina, jak jego pierwszy zespół z bratem Wyntonem (wystąpili nawet na festiwalu Jazz Jamboree'83) nie cieszył się uznaniem u na przykład Dizzy'ego Gillespie. Trudno też sądzić, że wyznawcy tradycyjnego jazzu pochwalali jego udział w "The Tonight Show" z Jayem Leno, w którym na początku lat 90. pełnił funkcję dyrektora muzycznego. Marsalis nie przejmuje się specjalnie opiniami na swój temat. Otwarcie mówi: – Mam prawo do pewności siebie, ciężko na to zapracowałem. Jest wielu saksofonistów lepszych ode mnie, ale ja jestem lepszym muzykiem. Trudno się z nim nie zgodzić.

Trzykrotnemu zdobywcy nagrody Grammy, laureatowi prestiżowej nagrody NEA Jazz Master można zarzucić skręcanie w popowe rejony, ale na pewno nie można powiedzieć, że kiedykolwiek grał na pół gwizdka. Zawsze perfekcyjny technicznie i szukający w jazzie nowych melodii. Taki jest też na "Four MFs Playin' Tunes".

Reklama

Materiał będzie można usłyszeć na żywo podczas startującego w środę we Wrocławiu festiwalu Jazz nad Odrą, gdzie Branford Marsalis Quartet wystąpi obok m.in. Lars Danielsson Quintet i Tomasz Stańko New York Quartet.

Branford Marsalis Quartet | Four MFs Playin' Tunes | Universal