Jeśli jesteś młodym Brytyjczykiem i słuchasz indie rocka, to musisz wybierać, czy jesteś fanem Arctic Monkeys czy Wild Beasts? Czym różnią się te dwa obozy? Fani Arctic Monkeys są twardzielami, noszą dżinsy, skóry, gadają slangiem, przeklinają, lubią przesiadywać w pubach, pić piwo i oglądać mecze. Fani Wild Beasts są przy nich mięczakami, noszą stare swetry, ubrania z sieciówek, czasem mają brody i zimowe czapki jak hipsterzy, czytają książki, interesują się sztuką i chętnie dyskutują o polityce. Ci pierwsi słuchają rocka i brit popu, ci drudzy wolą wzruszać się przy piosenkach z lat 80. albo szukają nowej muzyki elektronicznej i r'n'b.

Obydwa zespoły nagrywają dla tej samej wytwórni Domino Records i rozpoczynały karierę mniej więcej w tym samym momencie. Jednak to Arctic Monkeys stali się z miejsca głosem pokolenia, odnieśli sukces w kraju i obecnie podbiją rynek amerykański. Wild Beasts powoli budowali pozycję i pracowali nad stylem – po drugim albumie "Two Dancers" zaczęli gromadzić grono oddanych fanów i zdobyli nominację do nagrody Mercury, a dopiero po trzecim "Smother" zrobiło się o nich głośno na Wyspach. O ile zeszły rok został zdominowany przez Arctic Monkeys, o tyle ten należeć będzie do Wild Beasts.

Jednym z pierwszych utworów, który powstał na nowy album "Present Tense" i został wybrany na singiel, jest "Wanderlust". – Dla naszych słuchaczy to może być szokująca rzecz. Przez pięć minut leci ten sam bit, zamiast gitar są syntezatory, a w refrenie pojawia się słowo "fuck" – tłumaczy gitarzysta, klawiszowiec i wokalista Hayden Thorpe. – Dla nas to było wyzwalające doświadczenie, bo złamaliśmy dotychczasowe zasady w naszej muzyce. Ten utwór stał się naszym manifestem i wyznaczył nowe granice. A przy nagrywaniu czwartego albumu jest naprawdę trudno określić, co chcesz jeszcze zrobić.

Interpretując tekst, lider Wild Beasts zwraca uwagę na polityczny przekaz mówiący o podziale klasowym i nierówności społecznej na Wyspach. Słowa refrenu: – Don't confuse me for someone who gives a fuck/ In your mother tongue, what's the verb "to suck" – kieruje do brytyjskich zespołów, które próbują naśladować amerykański akcent. Przy czym zaprzecza, że chodzi o Arctic Monkeys, choć tylko oni nagrali ostatnio album zatytułowany "Suck it and See". I również oni są uosobieniem problemu, który grupa porusza od początku w swoich piosenkach, czyli kryzysu męskości i poszukiwania tożsamości przez młodych ludzi z małych miast.

Sami członkowie Wild Beasts pochodzą z niewielkiego Kendal na północnym zachodzi Anglii i znają się jeszcze z czasów szkolnych. Zawsze uchodzili za dziwaków, którzy trzymali się z boku – zamiast socjalizować się z rówieśnikami w pubach i na ulicach, siedzieli w sali prób i grali swoją muzykę. – Dorastaliśmy w czasach Oasis i wszyscy mieli wyobrażenie, że tego słucha klasa pracująca. Panowało błędne przekonanie, że muzyka dla mas musi być głupia. My uważaliśmy, że pop może mieć głębię, choć większość ludzi nazywa to pretensjonalnością – tłumaczy Tom Fleming, który gra na basie i śpiewa charakterystycznym falsetem. Jako najważniejszą inspirację wymienia grupę Talk Talk, a mówiąc o "Present Tense", powołuje się na wpływ Kate Bush. Thorpe i Flaming podkreślają, że od kiedy wynieśli się z prowincji do Londynu, nabrali pewności siebie, wzrosła w nich złość na rzeczywistość, a teksty stały się mniej introwertyczne, bardziej bezpośrednie.

Wbrew zapowiedziom album nie zaskakuje niczym nowym – piosenki "Pregnant Pause", "A Dog's Life", "New Life" czy przebojowe "Sweet Spot" utrzymane są w melancholijnym klimacie poprzednich płyt. Podobne wrażenie jak singiel robią tylko nowofalowe "Nature Boy" krytykujące modę na bycie macho i ponure "Daughters" zapowiadający w przyszłości okrutną zemstę dzieci na rodzicach. Natomiast finałowy utwór "Palace" jest raczej nieporozumieniem niż zaskoczeniem. – Chcieliśmy nagrać coś pozytywnego po poprzednim albumie, który był smutny, bolesny i opowiadał o rozstaniu. Trudno napisać radosny utwór, żeby za bardzo nie odsłonić się przed słuchaczem – mówi Hayden Thorpe. – Zaryzykowaliśmy zrobienie czegoś trochę kiczowatego muzycznie i przełamaliśmy to dramatycznym tekstem. Myślę, że byliśmy jedno klaśnięcie hipstera od tego, żeby nagrać utwór nieszczery i przesłodzony. Wild Beasts nawet nie zauważyli, jak tym razem przeszarżowali.

Wild Beasts | Present Tense | Domino Records