– To – w większości – powrót do piosenek, które rozłożyły mnie na łopatki, kiedy usłyszałam je po raz pierwszy z życiu, w okresie kiedy człowiek najbardziej wszystkiemu się dziwi, miedzy 15. a 25. rokiem życia. Wtedy wydawało mi się, że rozumiem, o czym są, dziś rozumiem, o czym są – tłumaczyła Katarzyna Groniec w wywiadzie dla "Dekulturatora". Płyta "Wiszące ogrody" jest pokłosiem recitalu artystki z przeglądu piosenki aktorskiej we Wrocławiu z zeszłego roku. Groniec po raz kolejny pokazuje, że w piosence poetyckiej czuje się doskonale.

Nie jest to jednak tylko senny, melancholijny melanż. Wyróżnia się chociażby "Trup Joe" z repertuaru Nicka Cave'a, które w oryginalne nazywa się "Dead Joe" i Cave nagrał ją na początku lat 80. Groniec jest tu nie mniej drapieżna niż Maria Peszek na swoich płytach i wypada tylko żałować, że nie pokazała tego pazura trochę więcej. 

Katarzyna Groniec | Wiszące ogrody | Warner