Prince Rogers Nelson powiedział telewizji MTV w 1985 roku: – Zawsze mówiłem, że pewnego dnia będę grał różne gatunki muzyki i nie będę oceniany za kolor skóry, ale jakość swojej pracy. Prince był wtedy na fali jednego ze swoich największych sukcesów. Rok wcześniej wydał bowiem krążek "Purple Rain", który w wielu krajach pokrył się platyną, w samych Stanach znalazł 13 milionów nabywców. Nic dziwnego, bo był to jeden z najodważniejszych i jednocześnie najbardziej elektryzujących popowych albumów nie tylko lat 80. Już na nim Prince mieszał gatunki, od muzyki syntezatorowej, przez gospel, niemal kabaret, po funk i klasyczny rock. 


Od początku kariery (czyli wydanego w 1978 roku krążka "For You") Prince był niezwykle płodny. Wydał kilkadziesiąt albumów solowych, pisał dla innych (chociażby dla Toma Jonesa i Sinead O'Connor), przy okazji romansując z gwiazdami kina, muzyki, celebrytkami (głośno było o jego związkach m.in. z Carmen Electrą i Sherilyn Fenn). Kilka dni temu ponownie połączył chęć mierzenia się z różnymi gatunkami z płodnością. Ukazały się właśnie dwie płyty sygnowane jego pseudonimem.


Pierwszy to "Art Official Age". Krążek jest pokazem tanecznych możliwości Księcia. Leje się z niego klubowy klimat funky, R'n'B i electro. Wspomagają Prince'a tutaj m.in. wokalistka soulowa, nominowana do BBC Sound of 2012 Lianne La Havas oraz amerykański basista Larry Graham. Producencko pomagał Prince'owi Joshua Welton. Na "Art Official Age" szerokim echem odbija się klimat dyskotek w stylu retro, tak jak na nowym krążku chociażby Daft Punk, ale słychać też nowoczesne R'n'B, jakim fanów (choć pewnie głównie fanki) zdobywa ostatnio Justin Timberlake.

Zza klubowych dźwięków przebija się specyficzny, momentami epicki wokal Prince'a. Zgodnie ze swoją łatką popowego sekssymbolu w tekstach pełno jest erotyki. Jednym z najlepszych przykładów są słowa z kawałka "Clouds": – You should never underestimate the power of/ A kiss on the neck, when she doesn't expect/ And every time you catch her singin' in the shower/ You should go and get a flower/ Don’t matter what the hour/ Just rub it on her back. Jest też numer o wymownym tytule "Funknroll", który bezpośrednio łączy ten krążek z płytą "Plectrumelectrum". Znalazła się bowiem na nim jego druga wersja, bardziej rockowa.

"Plectrumelectrum" Prince zrealizował z Donną Grantis (gitara), Hannah Ford Welton (perkusja) i Idą Nielsen (gitara basowa). Ten krążek, podobnie jak "Art Official Age", wyprodukował Joshua Welton. Oba różni nie tylko muzyka, ale też sposób nagrania. "Plectrumelectrum" został zarejestrowany na analogowym sprzęcie i na tak zwaną "setkę". Jak przyznała w rozmowie z Gigwise.com Grantis, Prince skomponował kawałki na ich wspólny krążek, ale dopracowywali je kolektywnie. Książę nie działał autorytatywnie. Z kolei Nielsen dodała, że ważne było stworzenie czegoś nowego, nie kopiowanie samych siebie czy innych.

Trudno powiedzieć, żeby to do końca się udało. Słychać bowiem nawiązania do różnych odmian rockowego szaleństwa sprzed lat, od Jimiego Hendrixa po Fleetwood Mac. Prince i załoga 3rdEyeGirl nie wyzbyli się też charakterystycznego dla Księcia funkowego klimatu. I dobrze. Dzięki temu "Plectrumelectrum" jest jeszcze ciekawszy. A swoim surowym klimatem i świeżością (mimo sznytu retro) wciąga bardziej niż "Art Official Age". 


Płodny i wielowarstwowy Prince nie powala swoimi nowymi płytami na kolana, ale pokazuje, że wciąż jeszcze nie ma co zasypywać go kurzem i odkładać na półkę zasłużonych popowych gigantów.

PRINCE | Art Official Age | NPR/Warner
PRINCE/3rdEyeGirl | Plectrumelectrum | NPR/Warner