Specyfika polskiego rynku muzycznego polega m.in. na tym, że sprzedaje się to, co nie jest mainstreamem, a mainstream w większości zarabia na tym, za co końcowy klient płacić nie musi. Oczywiście czasem te światy się przenikają, są chlubne wyjątki, jak np. Dawid Podsiadło, który w przeszłości przez Bitaminę dał się zaprosić. Projekt to bowiem pociągający, uciekający od prób zamknięcia w szufladach, ambitny i poszukujący.
Zespół Amara Ziembińskiego, Mateusza Dopieralskiego i Piotra Sibińskiego tworzy muzykę powtarzaną przez tłumy, opartą o teksty, z którymi identyfikują się młodzi ludzie. To ciekawy przypadek, bo dźwięki wypełniające kolejny już album dalekie są od sztamp i banałów, które wywołują efekt przywiązania w Polsce w sposób najsilniejszy.
Wielu obserwatorów mówi, że Bitamina bardzo mocno ociera się o hip-hop. Oczywiście to pewnego rodzaju fascynacja, bo np. w „” bliżej do klasycznej, aktorskiej melorecytacji. Inni obserwatorzy mówią o fascynacji jazzem – i tu prawdy jesteśmy bardzo blisko, bo potwierdzają to otwartość form, poszukiwania, ewidentna fascynacja improwizacją.
Żonglerka odbywa się tez na poziomie podsłuchiwania tego, co w świecie na topie, do trendów i mód, a pokłonowi tradycji. „” momentami brzmi jak rzecz stworzona na potrzeby pokolenia słuchającego tylko ze streamingu, ale w pomysłowych przejściach, zabawach chórkami słychać formy, które w muzyce grają od lat i dekad.
„” – powiedział przed dwoma laty Mateusz Dopieralski w swoim stylu wykładając na stół muzyczne credo formacji.
„” - trzeba wejść w świat Bitaminy, by go do końca zrozumieć. Popularność poetyckich tekstów, w których odległość skojarzeń balansuje pomiędzy ulicą a kawiarnią literacką daje do myślenia. Oto w Polsce przyjmuje się coś wymagającego, coś co nie musi wejść z pierwszym odsłuchem, co każe zastanowić się nad interpretacją.
Nic, tylko bić brawo.
Bitamina "Kwiaty i korzenie" Kalejdoscope Records; premiera 28 czerwca