Kiedy jeszcze nagrywał z The Fruitcakes, czy później, kiedy z innymi polskimi muzykami muzykami odtwarzał słynny koncert The Beatles, zawsze był zafascynowany piosenką jako formą. Taką melodią, jaką znamy z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Z ładnymi refrenami, do których prowadzi budowanie dramatyzmu w zwrotkach, z chórkami. Z gitarą, bez której nie ma kompozycji, ale też nie jest eksploatowana jak w pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych.

Reklama

Ponieważ czasy się zmieniły, piosenka ma teraz zupełnie inną formę. Różnica jest taka, że oceniania jest nie po całości, a po 10-15 sekundach. I często młody odbiorca słucha jej nie dość, że raz to jeszcze z telefonu komórkowego. O tym, że gitara to dla wielu przeżytek, dodawać nie trzeba.

Trwa ładowanie wpisu

Dlatego tytuł płyty Tomka Ziętka jest niezwykle adekwatny. Oczywiście „Some Old Songs” dotyczy także tego, czym jest w sensie dosłownym – są to melodie wyciągnięte z szuflady, takie, o których sam Tomek mówił, że nie wiedział, że kiedykolwiek trafią do obiegu.

Płyta została wydana w idealnym czasie. Bo wieczorem, do ogranej w polskim showbizie herbaty z imbirem, do kominka, lub spaceru ze słuchawkami po zaśnieżonej puszczy. To moment, kiedy chcemy siąść w małym klubie, mieć bliski kontakt z wykonawcą, posłuchać tekstów jego piosenek. Bo w tych Tomek daje się poznać i otwiera się. Czasem chyba bardziej, niż by sam chciał.

Na początku recenzji przywoływałem brytyjskie klimaty. Na „Some Old Songs” możemy usłyszeć dużo amerykańskiego folku, nawiązań (zamierzonych lub nie) do Neila Younga. Takiego organicznego grania, które daje ciepło.

„Some Old Songs” - nikt o to nie prosił, ale miłośnicy piosenki w starym stylu podziękują.

Trwa ładowanie wpisu