Dziennik Gazeta Prawana logo

Z Preisnerem w windzie

5 listopada 2007, 23:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Im bardziej Zbigniew Preisner oddala się od muzyki ilustracyjnej w stronę sztuki autorskiej, tym głębiej nurza się w kiczu i banale. Najnowszy album kompozytora "Silence, Night And Dreams" prowokuje pytanie: czy można go za to winić?
Aby uniknąć złorzeczeń zazdrosnych o popularność akademików, Preisner otwarcie przyznał, że "Silence, Night And Dreams", jego trzecie autonomiczne dzieło, nie jest w żadnym razie muzyką współczesną, lecz "ilustracją do nieistniejącego filmu". Trudno wyobrazić sobie ów fikcyjny obraz inaczej niż jako opowieść przedstawiciela klasy średniej o kryzysie wieku średniego. Preisner uderza jednak w najwyższe tony, sięgając po fragmenty Księgi Hioba oraz Kazania na Górze, całość okraszając próbką pensjonarskiej poezji Krzysztofa Piesiewicza. Współautora scenariuszy do filmów Krzysztofa Kieślowskiego stać dziś na taki dwuwiersz: "Understand the season, / understand Your mind" (zrozum ten czas, zrozum swój umysł)

Mamy więc typową dla kultury chrześcijańskiej opowieść o duchowym zstąpieniu do piekieł i zmartwychwstaniu. Podejmujący takie wyzwanie powinien mieć nie byle jaką wizję, inaczej narazi się na śmieszność. U Preisnera jest pusty i przepojony smutkiem patos, po którym następuje... patos równie pusty, jednakże radosny.
Niemal bez przerwy cukierkowy głos głównej gwiazdy albumu Teresy Salgueiro z Madredeusa nurza się w pastelowych, smyczkowych chmurkach. Gdy kroczy ascetycznymi chorałowymi krokami, jest jeszcze do zniesienia, ale gdy kompozytorowi zbiera się na liryzm, ratuj się, kto może. Do tego kilka szkolnych akordów i zagrywek melodycznych.

W kategorii muzyka poważna - pała, w niezbyt prestiżowej lidze muzaków - trója, bo właśnie z dźwiękową tapetą á la Kitaro albo Yanni mamy do czynienia. Choć nawet fanów windzianych klimatów może zirytować to, że "dzieło", które bez większych szkód dla jego brzmienia można wykonać na dobrym, cyfrowym syntezatorze, zaaranżowano na orkiestrę smyczkową, chór kameralny i dziesięciu solistów wirtuozów. Oszustwo? Jeśli ktoś tu się okłamuje, to słuchacze doszukujący się w najnowszym dziele Preisnera wielkiej muzyki. Przeznaczenie "Silence, Night And Dreams" widoczne jest jak na dłoni - to dawka naiwnego, nadającego się do biernej konsumpcji piękna, lek na nerwicę dla będących w stałym niedoczasie menedżerów średniego szczebla.

Trzy gwiazdki należą się Preisnerowi także za odwagę w pełnieniu roli dyżurnego kozła ofiarnego. W gruncie rzeczy wszyscy go potrzebujemy: słuchacze, bo dostarcza im taniej wzniosłości, krytycy, bo mogą się nad nim pastwić do woli, środowisko "komunikatywnej muzyki współczesnej", bo jego idole mogą bezkarnie obniżać poziom własnej twórczości i wciąż pozostawać ligę wyżej od "tego hochsztaplera". Preisner pozbawił swoją muzykę jej najszlachetniejszych cech: wpływów wysmakowanego minimalizmu Zygmunta Koniecznego oraz błyskotliwych nawiązań do Bacha, Mozarta i Sibeliusa, ale podobnie piszą dziś nasi wielcy - Kilar i Górecki. Poziom artystyczny "Silence, Night And Dreams" odzwierciedla stan współczesnej kultury muzycznej i naszych gustów.

Zbigniew Preisner
Silence, Night and Dreams
EMI
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj