Kiedy na ekranie pojawiły się fragmenty filmów przypominające Genesis w latach świetności zobaczyliśmy, w krótkim fragmencie, moment wyjścia wąskim korytarzem muzyków na scenę. Dwóch poważnych, statycznych, spokojnych i wysokich, a do nich na przyczepkę dodany kurdupel, machający rękami, wygrażający z uśmiechem pięściami rosłym kolegom. Przerzucenie wzroku z tego, co na telebimach, a na to, co na scenie, było bolesne. Ten starszy, ale energiczny, żywiołowy człowiek, wręcz wulkan energii, który dziś musiał korzystać z krzesła i z bólem poruszać się na kulach tłumaczył się mówiąc, że miał operację, ale – to powiedział wyjątkowo czysto po polsku - „stopa jest spier...na”.

Momentów sentymentalnych, a nawet wzruszających było co najmniej kilka, choć to przede wszystkim był bardzo dobrze opracowany dramaturgicznie i ciekawie wyprodukowany show. Zaczęło się od trzęsienia ziemi, czyli „Against All Odds” podbitego „Another Day In Paradise”. Usłyszeliśmy kilka nagrań z repertuaru Genesis, z których najciekawiej wypadło „Follow You Follow Me”.

Była duża niespodzianka, kiedy to podziwialiśmy grających w trio na instrumentach perkusyjnych Richie Gajate Garcia , Phila Collinsa oraz Nicholasa Collinsa, czyli… siedemnastoletniego syna słynnego muzyka. Odegrał on ważną rolę nie tylko w tym fragmencie koncertu – grał też wspaniale wraz z ojcem na fortepianie, zaczepiał delikatnie publiczność. Swoją drogą – perkusista, który jest synem perkusisty… Skojarzenia z filmem „Whiplash” jak najbardziej na miejscu.

Oczywiście najważniejszym momentem występu, w którym młody Nicholas też odegrał istotną rolę, było wykonane z brawurą „In The Air Tonight”. Wejście perkusji – wykonane perfekcyjnie – nie może przesłonić pełni ekspresji, dramaturgii i bogactwa brzemienia. I w tym momencie nawet na chwilę nie czuliśmy, że Phil ma 68 lat – zaśpiewał tak, jakby dopiero wczoraj wyszedł ze studia. Powiedzieć o tym wykonaniu magiczne, powiedzieć cudowne to wciąż jakby za mało, cały czas brak w tych słowach pełni tego, co się wydarzyło.

Dobrze brzmiała współpraca dęciaków i chórku – grając taki sam program co wieczór muzycy doszli do perfekcji, a jednocześnie wciąż sprawiali wrażenie, że doskonale bawili się tym co robią.
Żal było patrzeć, jak momentami Phil cierpiał na scenie. Kamery na telebimach, mimo umiejętnego kadrowania czasem pokazywały, jak zaciskał pięść, jak zwykli to robić ludzie, którzy jakimś gestem odwracają uwagę ciała od prawdziwego bólu.

Oby to, co zostało „spier****ne”, zostało naprawione. I oby dłużej Phil mógł z przewrotnym poczuciem humoru grać trasę jako „Still Not Dead Yet”, czyli wciąż nie martwy.

Twoje zdrowie, Phil!

Lista utworów:
Against All Odds (Take a Look at Me Now)
Another Day in Paradise
Hang in Long Enough
Don't Lose My Number
Throwing It All Away
Follow You Follow Me
I Missed Again
Who Said I Would
Separate Lives
Drum Trio
Something Happened on the Way to Heaven
You Know What I Mean
In the Air Tonight
You Can't Hurry Love
Dance Into the Light
Invisible Touch
Easy Lover
Sussudio
Take Me Home