Już w pierwszych momentach koncertu podczas wykonywania utworu "Beat Goes On" Madonna przypomina o swojej słabości do luksusu i przepychu w stylu retro. Bo oto na scenę
wjeżdża gigantyczny rodem z lat 20 wypakowany po brzegi roześmianymi tancerzami. Takimi brykami Madonna rozbijała się w "Dicku Tracym" u boku
Warrena Beaty'ego.Warren Beaty i inni kochankowie królowej
popu>>>
Później na scenie pojawia się jeszcze olbrzymi , na którym królowa popu pręży się elegancko. To akurat nawiązanie do innego filmu - "Evita" - i jego
musicalowej elegancji. To Madonna zapatrzona w Marylin Monroe, Ritę Hayworth i Marlenę Dietrich.
Madonna wzięła się z... Marilyn Monroe >>>
W wywiadach jakie Madonna dawała przed rozpoczęciem obecnej trasy artystka przyznała się do fascynacji muzyką i jego zespołów - .
Nigdy też nie ukrywała swojej miłości do Led Zeppelin. O fanach rocka Madge nie mogła więc zapomnieć podczas koncertów. W pierwszej części widowiska pozuje na rockową heroskę
przywdziewając cylinder a la Slash, gra solówkę na gitarze (choć "gra" to niewłaściwe słowo wszak w tle stoi drugi gitarzysta, który ewidentnie wspiera swoją szefową), a w
jej finale pociera krocze gryfem, co w przypadku 50- letniej artystki, niestety, wypada już dość groteskowo.
Jack White, jego gitara i jeden z największych hitów The White Stripes >>>
To właśnie skandalizująca estetyka sado macho, obok nawiązań do symboli religijnych, przyniosły Madonnie największy rozgłos. Wystarczy przypomnieć klipy do takich teledysków jak
. Kiedy ujrzały one światło dziennie Madonna bredziła coś o fascynacji , ale wszyscy wiedzą że chodziło o zwykły skandal. Podczas koncertu Madonna próbuje przywołać
ducha lat 90. czołgając się na czworakach po scenicznym wybiegu odziana w lateksowe wdzianko.
p
Madonna zawsze starała się docierać do producentów wyznaczających nowe kierunki muzyki pop. Dość przypomnieć płytę "Music" z 2000 roku, wyprodukowaną wspólnie z
Mirwaisem, która pod względem brzmieniowym wyprzedzała całą resztę gwiazd głównego nurtu o kilka lat. Nic dziwnego, więc że na scenie towarzyszą jej roboty do złudzenia przypominające
słynne kostiumy w jakich występują ultra futurystyczni członkowie duetu .
Obcisłe kozaczki sięgające ponad kolano. Czarny stanik, czarne majtki, siateczkowa obcisła narzutka. Blond burza loków i dopełniający wizerunku cylinder. Identyczny z kapelutem, jaki wdziewał gitarzysta Guns'n Roses, . Jedyna różnica to kolor - podczas gdy Slash preferował czerń, Madonna wybrała to efektowne
przybranie głowy w kremowym kolorze. W 51-letniej Madonnie (gwiazda swoje urodziny będzie
świętować dzień po warszawskm koncercie) wciąż bowiem drzemie duch niespokojnego rockendrollowca. Więcej w niej niespożytej energii pozwalającej na uprawianie wielogodzinnej koncertowej
orgii niż w kilkanaście (-dziesiąt) lat młodszych. Rockendroll konserwuje!
To nowość w tegorocznej wersji "Sticky And Sweet Tour". Po śmierci Jacko Madonna postanowiła, że nie da mu tak łatwo odejść. i daje minutowy popis klasycznych kroków króla popu do zmiksowanego podkładu z jego największych hitów. Motyw Jacksona pojawia się w kilku innych miejscach
- w postaci cytatów wyświetlanych na telebimach i choreografii nawiązującej wprost do stylu niedawno zmarłego artysty.
Kącik wspomnień Michaela Jacksona w show Madonny - zobacz >>>
W drugiej części koncertu rządzą cyganie. ostatecznie pogrąża ten kawałek w odmętach globalnej cepeliady, ale publika z
reguły właśnie wtedy bawi się najlepiej. Madonna ma słabość do Cyganów - wystarczy wspomnieć jej fascynację zespołem , któremu lideruje wąsaty Eugene Hutz. Ten
ostatni zawdzięcza Madge rozkwit kariery i jest jednocześnie głównym bohaterem jej zeszłorocznego debiutu reżyserskiego "Filth And Wisdom", bezlitośnie rozdeptanego przez
krytykę.
Krytyk DZIENNIKA o filmie "Miłość i seks" Madonny
>>>
Słynny pocałunek z Britney Spears w 2003 roku to jedno z tych medialnych wydarzeń, które pozwala słabnącej gwieździe rozbłysnąć na nowo. Gwiazda Madonny osłabła po wydaniu w 2003 roku
"American Life" - najsłabiej sprzedającego się albumu królowej popu. sprawił, że o Madonnie znów się mówiło. Nie zapomniała
więc o swojej młodszej koleżance i podczas koncertu nawiązuje do niej w "Human Nature". Z playbacku słychać wtedy okrzyk - "It's Britney Bitch", a po kilku
minutach w "She's Not Me" Madonna wpija się w usta jednej z tancerek.
Nie taka znowu "virgin"... Madonna, Britney i Aguilera >>>
Madonna jest - bo tak właśnie określili jej zapędy religijne ortodoksyjni rabini kiedy w połowie lat 90. zaczęła żywo interesować się tą mistyczną gałęzią
Judaizmu. Nic dziwnego - nie mogły im się podobać koszulki z napisem ("Wyznawcy kabały robią to lepiej"), w których
wystąpili jej tancerze podczas trasy "Re-Invention Word Tour" sprzed pięciu lat... Królowa popu jednak nie zraziła się oporem żydowskich uczonych. Zmieniła imię na
i co roku wydaje ogromne sumy na wspieranie ośrodków kabały głosząc wszem i wobec natchnione mądrości rodem z książek Paula Coehlo. Niestety nie unikniecie ich podczas koncertu
- na telebimach pojawi się kilka ważkich prawd w rodzaju: , a religijne symbole zapełnią telebimy.
Madonna mówi Żydom, jak Kabała ją zmieniła >>>