W wywiadzie dla magazynu "Rolling Stone" sprzed ponad roku powiedziałaś, że nie pracujesz jeszcze nad nową płytą, bo zwyczajnie, póki co, nie masz nic do powiedzenia. Co się zmieniło przez te miesiące, że teraz postanowiłaś podzielić się z fanami swoimi nowymi piosenkami?
Jessie Ware: Rok temu byłam wymęczona trasą koncertową. W jej trakcie nie miałam kiedy zająć się tworzeniem nowego materiału. Wreszcie postanowiłam porzucić na jakiś czas koncertowanie, zmienić klimat bycia w trasie, a dobrą metodą na to jest wejście do studia i praca nad nową płytą. Poza tym moje życie osobiste mocno zmieniło się w ostatnim czasie. To dało mi pretekst i sprokurowało pomysły do pisania nowych piosenek.

Już pierwszy numer "Tough Love" otwierający twoją drugą płytę pokazuje, że znowu zanurzasz się w muzycznej melancholii i miłosnej liryce. W filmiku na twojej stronie internetowej wskazujesz go jako jeden z najważniejszych na krążku.
"Tough Love" zdefiniował ten krążek. Tak jak numer "Devotion" otwierający mój debiut o tym samym tytule określił jego kierunek, tak "Tough Love" zadziałał tutaj. Ten numer określił kierunek płyty w kwestii muzycznej i lirycznej.

To prawda, że oryginał brzmi niemal jak pierwsze demo tego utworu?
Tak, "Tough Love" nagraliśmy na pierwszej próbie, w pierwszym podejściu.

Często się zdarza, że zostawiasz piosenki w postaci, w jakiej powstały, starasz się na nimi nie pracować zbyt długo, nie zmieniać koncepcji?
Staram się nie stracić tego pierwszego momentu zachwytu nad piosenką. Ważne jest dla mnie to co powstaje tu i teraz, dlatego nie wykorzystuję numerów napisanych wcześniej. Przy poprzednim krążku "Devotion" też bardzo mało zmieniałam, może nie licząc kawałka numeru "Night life".

Powiedziałaś też w jednym z wywiadów, że jesteś niezwykle dumna z numeru "Say You Love Me"?
To jeden z moich ulubionych fragmentów płyty, bo pokazuje inne, dotąd nieeksplorowane możliwości mojego głosu.

Nagrałaś go z brytyjskim wokalistą Edem Sheeranem. Kto wymyślił tę kolaborację?
Autorem tego pomysłu jest mój producent Benny Blanco. Pracował z Edem wcześniej i powiedział, że powinnam z nim coś nagrać. Znając dokonania Eda, nie mogłam odmówić. W studiu czarował pewnością siebie i niezwykłym darem komponowania. Nie było łatwo się spotkać, bo Ed stał się w ostatnich
miesiącach niezwykle popularny. Wyszedł nam wyjątkowy numer, bo też nie naciskaliśmy mocno na tę kolaborację. Spotkaliśmy się na luzie, by spróbować, co z tego wyjdzie. Okazało się, że było warto.

Mówisz, że inaczej niż dotychczas operowałaś swoim głosem. W jednym z wywiadów powiedziałaś, że chciałaś śpiewać jak delfin.
To trochę żart, chodziło mi raczej o anielski klimat. Ważne było dla mnie to, by jak najlepiej pokazać swoje możliwości wokalne, by wycisnąć, ile się da, pokazać pełną skalę możliwości.

Stresujesz się, jak fani odbiorą twój krążek po tak spektakularnym debiucie jak "Devotion"?
Nie miałam specjalnie czasu na stres dotyczący płyty, bo zajmowały go przygotowania do mojego ślubu. Samego przyjęcia piosenek się nie boję. Jestem z tego materiału dumna, ale oczywiście dopuszczam możliwość, że może się komuś nie spodobać. Nie przeraża mnie to. Ja wiem, że zrobiłam to najlepiej, jak umiałam, jestem przekonana do tych piosenek. Oczywiście fajnie, jak spodobają się publiczności. Wiele pozytywnych emocji dostałam od moich fanów podczas koncertów i tym krążkiem chcę się za nie w pewien sposób odwdzięczyć.

Twoje piosenki przepełnione są melancholią, teledyski i image są monochromatyczne. Na co dzień jesteś osobą wyciszoną, delikatną, czy taka Jessie Ware jest tylko artystycznym wizerunkiem?
W rzeczywistości jestem dużo szczęśliwsza, niż wynikałoby z niektórych moich tekstów. Ale takie melancholijne piosenki dobrze mnie nastrajają. Mam dość niespokojny temperament, szczerze mówiąc, do tego jestem szczęśliwa. Nic nie poradzę, że lubię smutne piosenki.

Powiedziałaś kiedyś, że zawód, który uprawiasz, może być okrutny. Co jest dla ciebie w nim najtrudniejsze?
To nie jest tak, że nie znoszę swojego zawodu, to przecież moja pasja. Kocham to. Bywa jednak tak, że ciężko jest mi rozstawać się z rodziną na kilka miesięcy, kiedy wyruszam w trasę koncertową. Ale to też część bycia muzykiem i na pewno nie kładzie się cieniem na całości.

Byłaś w Polsce już kilkukrotnie, lubisz wracać do tych samych miejsc?
Tak, u was marzę o ponownej wizycie w Krakowie. To ekscytujące, że będąc muzykiem, mogę odwiedzać przeróżne miejsca na świecie, do których zapewne nie dotarłabym, robiąc co innego. Tak jest właśnie z Krakowem. Kiedy do was wrócę, pewnie po raz kolejny skosztuję pysznych pierogów z serem. Zresztą uwielbiam niemal wszystko, co zawiera ser.

A jako Brytyjka preferujesz popijać go Guinnessem czy whisky?
Wybieram whisky, chociaż Guinnessa też się mogę napić, ale na pierwszym miejscu zawsze jest dobre single malt.