Festiwal w dobie pandemii planowano zorganizować w nadzwyczajnych warunkach sanitarnych, wymuszających oryginalne rozwiązania. Pierwszym pomysłem było zakwaterowanie widzów na statku, gdzie byliby całkowicie odizolowani, testowani i autokarami przywożeni do teatru Ariston.

Reklama

Następnie organizatorzy święta piosenki, transmitowanego przez telewizję RAI, postanowili starannie dobrać widzów, gotowych spędzić w teatrze pięć wieczorów. Miały to być wyłącznie pary mieszkające ze sobą, co należałoby potwierdzić w specjalnym oświadczeniu. Siadałyby w fotelach obok siebie, ale oddalonych od innych osób.

Poszukiwani figuranci

Dyrekcja 71. edycji festiwalu przystąpiła do poszukiwań chętnych, których wprost nazwano „figurantami”. Pomysł ten wywołał protesty pracowników zamkniętych od listopada teatrów, oburzonych tym, że tylko ten jeden władze chcą otworzyć dla publiczności, by zorganizować festiwal.

Plany specjalnej rekrutacji widzów przekreślił na razie minister kultury Dario Franceschini, który oświadczył: „Teatr Ariston w San Remo jest teatrem, jak każdy inny , a zatem widzowie kupujący bilety, zaproszeni za darmo czy figuranci będą mogli wrócić tylko wtedy, gdy przepisy umożliwią to w przypadku wszystkich teatrów i kin”. Wyraził nadzieję, że nastąpi to jak najszybciej.

Także minister zdrowia Roberto Speranza przypomniał, że na mocy obowiązujących przepisów możliwa jest organizacja spektakli i innych wydarzeń, ale bez publiczności.

Ministra kultury poparł dyrektor mediolańskiego teatru La Scala Dominique Meyer podkreślając, że wszyscy muszą zrozumieć, że nie ma wyjątków od przepisów dotyczących placówek kultury; „dotyczy to także San Remo” - dodał.

Studio z dystansem?

Przyszłość festiwalu, gromadzącego codziennie przed telewizorami nawet po kilkanaście milionów widzów, jest gorączkowo dyskutowana przez kierownictwo RAI, które poszukuje rozwiązania. Jednym z nich jest możliwość przeniesienia imprezy do studia telewizyjnego, bo w przypadku nadawanych stamtąd programów nie obowiązuje zakaz obecności osób na widowni. Wymagany jest dystans społeczny.

Perspektywą wyprowadzenia święta piosenki z San Remo zaniepokojony jest burmistrz miasta Alberto Biancheri, który stwierdził, że byłaby to „katastrofa” dla finansów, już pogrążonych w kryzysie z powodu pandemii.

Swoją opinię ma też przedstawić komitet techniczno-naukowy doradzający rządowi.

Zaangażowanie w tę sprawę najważniejszych instytucji wskazuje na to, że kwestia muzycznej imprezy będzie jedną z najważniejszych w publicznej debacie w nadchodzących tygodniach we Włoszech.