Dziennik Gazeta Prawana logo

Lany Del Rey melancholia a la noir

18 września 2015, 08:50
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Lana Del Rey
Lana Del Rey/Instagram
Filmowy klimat i elementy jazzu – Lana Del Rey na nowej płycie "Honeymoon" obiera ciekawy, lekko mroczny kierunek.

Na początku tego roku gangsta Nancy Sinatra, jak mówi o sobie Lana Del Rey, zdradziła magazynowi "Billboard", jakim torem pójdzie na swoim nowym krążku. Powiedziała: Kilka tygodni później o współpracy z Laną Del Rey nad materiałem "Honeymoon" poinformował rozchwytywany producent Mark Ronson. Szybko się jednak wycofał, informując, że spędzili trochę czasu razem w studiu, ale "Honeymoon" nie jest rezultatem ich spotkania. W produkcji tego krążka pomogli za to Lanie pracujący już z nią wcześniej Kieron Menzies (pracował też z Lykke Li i Dido) oraz niezwykle doświadczony Rick Nowels. Słuchając ich wspólnego dzieła, faktycznie można dostrzec, że bardziej przypomina "Born to Die" niż "Ultraviolence", ale na szczęście nie jest tak przesłodzony i rozmyty. Lana dalej lubuje się w nawiązaniach retro, ale robi to z większym wyczuciem i klasą.

Pierwszym zdaniem, jakie wypowiada na płycie w otwierającym ją tytułowym numerze "Honeymoon", jest: – . Sporo w tym prawdy, bo zachwyty nad Laną nie są już tak wszechobecne jak trzy lata temu. Nie ciąży już nad nią takie ciśnienie, jak chociażby przy okazji nagrywania "Born to Die", który jeszcze przed wydaniem nazwano najważniejszą płytą roku 2012. Sprzedażowo tamten krążek spełnił oczekiwania z nawiązką, bo rozszedł się w kilkumilionowym nakładzie. "Honeymoon" może go w tym względzie nie przebić, bo to płyta bardziej wyrafinowana. Numery pięknie czarują jazzowym klimatem, stając się kompozycjami, które mogłyby stanowić tło dla filmów w stylu noir. Zresztą w ostatnim czasie Lana sporo pracowała przy filmach. Śpiewała piosenki w "Wielkim Gatsbym", "Czarownicy" i "Wielkich oczach" Tima Burtona.

Na "Honeymoon" Lana przyciąga przede wszystkim wolną lejącymi się balladami. Chociażby "Salvatore", które sprawia wrażenie, jakby było wynikiem inspiracji włoskim klasycznym kinem. Hipnotyzuje też w singlu "Terrence Loves You" z delikatnym pianinem i saksofonem, nawiązując przy okazji lirycznie do "Space Oddity" Davida Bowiego słowami: – Lana potrafi też do spokojnej kompozycji uroczo wpleść przekleństwa, czego dowodem jest "High by the Beach". Na dokładkę coveruje "Don't Let Me Be Misunderstood" z repertuaru Niny Simone, co ostatecznie podkreśla jazzujący charakter "Honeymoon". Krążek jest najciekawszym dziełem w dotychczasowej karierze Elizabeth Woolridge Grant. Urodzona w Nowym Jorku wokalistka zmierza w ciekawym kierunku.

Lana Del Rey | Honeymoon | Universal Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj