Dziennik Gazeta Prawana logo

Jamiego Woona minimalizm wyciszony gąbeczkami

16 listopada 2015, 09:49
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Jamie Woon
Jamie Woon/Universal Music Polska
Do pierwszej płyty, jak sam przyznał, szykował się sześć lat. Na drugą trzeba było czekać kolejne cztery. Czy warto było mieć tyle cierpliwości dla Jamiego Woona?

"Mirrorwriting " – debiut czwartego z listy BBC Sound of 2011 miał w sobie elementy bluesa, r'n'b, dubstepu, podane w duchu minimalizmu. Momentami przypominał mistrza soulu, Steviego Wondera. Zresztą Jamie Woon wychował się na muzyce niewidomego geniusza. Słuchał też Joni Mitchell (ulubiona artystka jego mamy) i Michaela Jacksona. Zanim Jamie wydał "Mirrorwriting", został absolwentem prestiżowej szkoły dla młodych muzyków BRIT School, którą skończyły też m.in. takie gwiazdy jak Adele, Katie Melua czy Amy Winehouse. Debiutancki krążek pomógł mu wyprodukować Burial. Potem było sporo koncertów, także w Polsce (Woon był też u nas w tym roku, na festiwalu Tauron Nowa Muzyka) i współpraca z Disclosure oraz Banks. Woon sporo czasu spędził w Chinach, gdzie na długi wyjazd zabrał go British Council (sięgają tam zresztą jego rodzinne korzenie).

Wreszcie nadszedł czas pracy nad drugą płytą. Na "Making Time" Woon zaprosił m.in. amerykańskiego songwritera Willy'ego Masona i duńskiego muzyka oraz producenta Robina Hannibala, który współpracował już m.in. z Kendrickiem Lamarem czy Jessie Ware. W wywiadach Jamie mówi, że inspiracją była twórczość artystów pokroju Marvina Gaye'a czy D'Angelo. "Making Time" to jednak nie tylko soulowy klimat. Są tu także elementy jazzu, bossanowy, funky. Producent płyty Lexxx umiejętnie znalazł balans między akustycznym brzmieniem, dźwiękami fortepianu a minimalną elektroniką. Jak na debiucie królują tu asceza i spokój. To jednak bardziej klasyczny album od "Mirrorwriting", mniej udziwniony, stonowany i nagrany w duchu retro. Instrumenty brzmią jakby przygaszone, jakby muzycy dotykali ich bardzo delikatnie. Zresztą na materiałach ze studia widać, że na przykład perkusista wyciszył niektóre bębny gąbeczkami. To sprawia bardzo intymny charakter, takie są też teksty.

Przy okazji premiery płyty "Mirrorwriting" Jamie Woon powiedział, że nie chciałby być zamykany w jednym klimacie i w sumie marzy mu się pisanie popowych piosenek. Drugą płytą "Making Time" na pewno nie zrealizował tego celu. To nie jest łatwy, przebojowy, popowy krążek. Raczej wariacja Woona na temat zmysłowego neosoulu. Oby przy tym pozostał na dłużej, choć list przebojów zapewne taką płytą nie zwojuje.

Jamie Woon | Making Time | Universal Music

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj