Dziennik Gazeta Prawana logo

Szkoda, że nie po polsku. RECENZJA albumu Ewy Abart "Lucky Days"

21 marca 2016, 13:00
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
Ewa Abart
Ewa Abart/Media
Scenarzystka i producentka oraz operator – taki duet odpowiada za album "Lucky Days".

To nowy krążek Ewy Abart, na który muzykę napisał Tomek Ślesicki, twórca klipów m.in. dla Dawida Podsiadły i Bokki. Swoją muzykę określają mianem "pop noir" i faktycznie nie jest to wesołe granie.

Osiem numerów po angielsku, jeden po polsku i instrumentalny wypełniły "Lucky Days". Przestrzenne elektroniczne granie zostało tu dopełnione dźwiękami wiolonczeli. Najciekawsze wydaje się kończące płytę instrumentalne "Treetops" przechodzące ze wzruszającej ballady w niepokojącą stronę.

Oprócz tego jedyny polski numer – "Jutra nie ma". Skromny muzycznie, ale poruszający kawałek pokazuje możliwości głosowe Abart, od delikatnego niemal szeptu do onirycznego zaśpiewu.

Niestety, w pozostałych kompozycjach ciekawe rozwiązania muzyczne na pograniczu romantycznej ścieżki dźwiękowej i mroku burzy trochę angielski wokal Abart. Twardy i momentami irytujący. Gdyby to była płyta w całości po polsku, robiłaby większe wrażenie.

Ewa Abart | Lucky Days | Agora

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj