Dziennik Gazeta Prawana logo

"Violence" – na nowej płycie Editors nie kombinują. Skutecznie atakują sprawdzonymi środkami [RECENZJA]

12 marca 2018, 10:08
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Editors; fot. Rahi Rezvani
Editors; fot. Rahi Rezvani/Media
Być może rock nie jest najpopularniejszym gatunkiem na świecie. I być może wiele jest prawdy w tym, że wykonujący ten gatunek sami są sobie winni. Ale nowego Editors warto posłuchać nawet wtedy, kiedy się fanem rocka nie jest i zanim zespół w kwietniu przyjedzie na koncerty do Warszawy i Krakowa.
10833881-editors-violence.jpg
Editors "VIolence"

Czas leci tak szybko, że ani się obejrzeliśmy, a od debiutu formacji minęło już 13 lat, a nowy album jest już szóstą propozycją w dyskografii. „Violence” jest wyzwaniem – kiedy wchodzi się na scenę z przytupem urokiem nowości porywa się za sobą tysiące fanów. Dojrzewanie – i muzyków i ich zwolenników – sprawia, że artysta staje przed dylematem: proponować coś nowego, narażając się na stare jak show-biznes zarzuty o zdradę, czy też na spokojnie robić swoje, słysząc inne docinki, z których zjadanie własnego ogona jest najdelikatniejszym.

Editors postanowili co album ewoluować ze swym stylem. Kiedy zaczynali, pamiętne „Smokers Outside The Hospital Doors” kazało zastanawiać się, czy przypadkiem nie za dużo tu podobieństw do Joy Division. Dziś Editors operują własną stylistyką, a rock wydaje się dostosowany do potrzeb naszych czasów – więcej tu klawiszy niż riffów gitarowych. Sekcja rytmiczna operuje rozwiązaniami zbliżonymi do sceny tanecznej – czego przykładem jest choćby nagranie tytułowe. Co ciekawe to rozwiązanie zastosowane na potrzeby płyty – na koncertach zespół znów przypomina, że ich popularność zbudowana została gitarowymi wiosłami.

Formacja z Birmingham podobnie jak na dwóch poprzednich płytach stara się natomiast balansować pomiędzy klimatem a przebojowością. Ta druga w nadmiarze pozwala przykuwać w uwagę w czasach „mam dla ciebie 10 sekund”, ale sprawia, że zaskakująco szybko o takich brzmieniach zapominamy. Dlatego na „Violence” dużo mamy charakternych wejść, brzmień, które wyrobione ucho na początku nagrań nawet trochę przestraszą. Potem jednak Editors pokazują, że do naszych emocji będą próbowali się dostać nieco mniej łopatologicznie, poruszając struny naszej wyobraźni. Posłuchajcie „Darkness at the Door”, posłuchajcie „Hallelujah (So Slow)” – to najlepsza wizytówka tego, jak w 2018 roku brzmi Editors.

Nie jest to najlepsza płyta w historii, nawet tego zespołu. Ale 43 minuty jemu poświęcone na pewno nie są czasem zmarnowanym.

Editors "Violence" 7/10; [PIAS]

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj