Dziennik Gazeta Prawana logo

Mela Koteluk i płyta "Migawka". Inne, lepsze oblicze polskiego popu. Warto było czekać. [RECENZJA]

27 listopada 2018, 11:52
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Mela Koteluk
Mela Koteluk/Media
Cztery lata czekaliśmy na "Migawkę". I choć tytuł narzuca myślenie o czymś ulotnym, warto zatrzymać się i potraktować płytę, tak jak na to zasługuje. Bo to coś znacznie więcej niż album znanej polskiej wokalistki wydany przed sezonem świątecznym.

Mela Koteluk trochę odskakuje polskiej scenie muzycznej, tej mainstreamowej, do której była zaliczana. Z jednej strony ma status gwiazdy, bo jest rozpoznawalna, koncerty, które gra cieszą się doskonałą frekwencją. Ale nie przystaje do tego, co świat gwiazd chciałby z nią zrobić. Jakoś tak jest, że nie jest osobą ze ścianek, nie opowiada o tym, co u niej (a już na pewno nie tak, by ukuć z tego sensacyjną „jedynkę”) słychać i nagrywa…

Właśnie – kiedy nagrywa nie ogląda się na nikogo. Nie zastanawia się, czy tak jak niegdyś „” każda jej nowa piosenka zostanie dobrze przyjęta przez świat rozgłośni komercyjnych. Za to w radiowej Trójce dociera do numeru jeden, a płyta, jeśli patrzeć na Olis, znajduje nabywców.

Wszystko to jest jednak pozorne i złudne. Mela Koteluk na swej trzeciej płycie z niezwykłą starannością wprowadza nas w swój prywatny świat, w krainę emocji, w strefę emocji, pięknym językiem przekazywanej strefy uczuć. Nie ma tu taniej egzemplifikacji, nie ma stwierdzeń, że „”.

Teksty to ogromna wartość płyty.

” – słyszymy we „

” – to fragment „

.” – zapada w pamięć po przesłuchaniu „”.

Do tego zbudowana jest konstrukcja kompozycyjna, która ma sprzyjać poznawaniu świata ważnych chwil i przemyśleń. Nie są to nagrania natychmiast zapadające w duszy, że odwołam się znów do „”. Płyta wymaga kilkukrotnego przesłuchania, by poznać wszelkie jej niuanse i smaczki. I wtedy nagle okazuje się, że „”, „” czy „” żyją w naszej wyobraźni, każą do siebie powracać i przypominać o sobie.

Wielokrotnie zwracałem uwagę na drażniącą manierę u wielu operujących podobną stylistyką, co Mela na „Migawce”. Twórcy za mocno chcą podobać się najmłodszej, najbardziej aktywnej w cyfrowej strefie grupie. Mela mówi językiem adekwatnym, bez pokłonów wobec nikogo. A nawet czasem wysoko stawiając poprzeczkę ze względu na poetykę. Nie jest to różowa pigułka szczęścia (lub nieszczęścia), ale pozostawia w głowie ślad dłuższy niż niejeden szybki, jutjubowy slajd.

Warto.

Mela Koteluk „Migawka” Warner

11792726-mela-koteluk-migawka-warner.jpg
Mela Koteluk "Migawka" Warner
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj