Dziennik Gazeta Prawana logo

Jak wygląda, jak brzmi idealny koncert? Oto on. David Bowie "Glastonury 2000" [RECENZJA]

6 grudnia 2018, 13:11
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
David Bowie na festiwalu Glastonbury, rok 2000
David Bowie na festiwalu Glastonbury, rok 2000/Media
David Bowie w najlepszej formie na największym festiwalu. Zaprawdę powiadam Wam - kto nie posłucha, kto nie zobaczy, ten trąba.

W 2000 roku w Polsce była jeszcze zjawiskiem raczkującym. Coś, bez czego nie wyobrażamy sobie lata, hulało doskonale w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Tam festiwal Glastonbury był, jest i pewnie jeszcze długo będzie wyznacznikiem tego, co popularne, masowe, ale i często wyrafinowane. Koncerty Elbow, Oasis, Radiohead tam zagrane przeszły do historii i są wspominane do dziś. Tak też jest, było i będzie z koncertem, który odbył się latem roku 2000.

David Bowie w pamiętniku, notatkach, które widzimy dzięki fantastycznemu wydaniu, napisał: .

Jak zapowiedział, tak zrobił.

Zanim jednak o muzyce – warto na chwilę uzmysłowić też, że w Wielkiej Brytanii David Bowie był ikoną. Nie jakimś tam twórcą, którego „” czy „” zagrała ichniejsza Trójka, ale prawdziwym wyznacznikiem trendów, także pozamuzycznych. W kraju, który jest w pierwszej trójce tych, które na muzykę wydają najwięcej, w kraju, który jest – obok Stanów – największym eksporterem muzycznym, w kraju, w którym Królowa odznacza „ i nadaje im tytuły szlacheckie, znaczy to dziesięć razy więcej niż bycie Dawidem Podsiadło w Polsce w 2018 roku (e).

Koncert Bowiego w Glastonbury to ideał. Po pierwsze dlatego, że skonstruowany jest tak, że od pierwszego do dostatniego dźwięku jesteśmy schwytani za gardło, przystawieni do ściany i nie możemy się ruszyć. Powodem wspaniale dobrana tracklista zawierająca perły („”, „”, „”) i szlagiery („”, „”, „” itd.).

Po drugie: doskonałe wykonanie. Jest tu miejsce na szalejące gitary, zmieniające studyjny wymiar piosenek (tak grane „” powinno być od początku) i fortepian, który akcentuje przestrzeń tam, gdzie powinien („”). No i głos Bowiego – który nie myli się nigdy, oddaje emocje, nie przesadza z ekspresją. Choć jeśli trzeba, to dojdzie z nią do skraju, jak w przypadku „Life on Mars?”.

Oczywiście takie wydawnictwo jest smutnym dowodem wielkiej straty i ogromnej wyrwy. Nie, nie chcę mówić jak stary dziad, że wszystko co najlepsze w muzyce już za nami (ktokolwiek tak twierdzi, ten łże jak pies). Ale w każdym pokoleniu pojawiają się geniusze, którzy nawet inne jednostki wybitne przerastają o kilka długości. „” – powiedziała Emily Evans, współorganizatorka Glastonbury. Mieć jako gwiazdę Davida Bowiego w najlepszej formie – pozostaje tylko pozazdrościć.

Oczywiście pojawienie się takiego wydawnictwa (2 CD + DVD) to oczywista monetyzacja sentymentów. Wydawcy wiedzą, że pójdziemy do sklepów, wydamy nasze ciężko pożyczone dineros i kupimy sobie coś, co nie będzie wychodziło z odtwarzacza przez najbliższe miesiące. Ale jeśli za rok ma się pojawić następne takie coś – powiem głośno: .

11840002-david-bowie-glastobury-2000.jpg
David Bowie "Glastobury 2000"
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj