Dziennik Gazeta Prawana logo

The Rolling Stones "Hackney Diamonds". To jest album klasyczny [RECENZJA]

20 października 2023, 15:43
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Micka Jagger i Keith Richards podczas koncertu The Rolling Stones w Zurychu, 20.09.2017
Micka Jagger i Keith Richards podczas koncertu The Rolling Stones w Zurychu, 20.09.2017/Media
Październik 2023. Mamy premierę nowego albumu The Rolling Stones. W sześćdziesiąt lat po premierze zespół nagrał klasyczny album.

Nie muszą. Nic nie muszą. Mogą czasem ruszyć w trasę, by zwiększyć poziom życia na emeryturze. Ale tego też nie muszą. Udowodnili wszystko wszystkim, mają sławę, majątek, upadki z palm, role na scenie i w kinie i bardzo dużo dzieci. 

Informacja o tym, że ukaże się nowa płyta najsłynniejszego rockowego zespołu w historii mogła zwiastować piękne granie, a mogła też pokazać nam zespół, który odcina kupony i idzie na łatwiznę w zgarnianiu pieniędzy. Ale – patrz punkt pierwszy – oni nic nie muszą. I dlatego też nagrali bezczelnie przebojową, dobrą płytę. 

Jeszcze raz przypomnijmy datę: październik 2023. To jest czas, w którym generalnie rock ma pod górkę, przegrywa z innymi gatunkami w rankingach i listach sprzedaży. I w takich okolicznościach dziadkowie z The Rolling Stones przypominają definicję, pokazują czym jest stylistyka.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że dużo nagrań z tej płyty wejdzie do playlist, bibliotek, zostanie zagranych miliony razy przez rozgłośnie radiowe. Stanie się klasykami w dniu premiery, rzeczami, które będziemy grać sobie wracając do 2023 roku. 

Wszystko tu jest – zmiany rytmu i tonacji. Rozszerzane instrumentarium i gościnny, zaskakujący udział Lady Gagi. Pani, która dostarczała rozrywki śpiewając piosenki typu „Poker Face” odnalazła się w sposobie grania Stonesów najlepiej. Aż by się chciało, by nagrywała już tylko takie piosenki, jak „Sweet Sounds of Heaven”. 

Najspokojniejsze fragmenty płyty należą do tych mych najbardziej ulubionych. Ale oczywiście nie sposób odmówić klasy „Angry” czy „Mess It Up”. W tym ostatnim słychać echa „Brown Sugar” czy nawiązania do „Steel Wheels”. Ale przy „Driving Me Too Hard”, „Depending On You” czy wspomnianym duecie z Lady Gagą bujamy się najbardziej. 

„Hackney Diamonds” to rzecz, do której nie ma uwag. Do tej płyty będziemy wracać. Ma w sobie magnetyzm, pierwiastek „Zagraj to jeszcze raz”. I nie brzmi tak, jakby miał być płytą pożegnalną. 

Tak grają tylko najlepsi, tak gra The Rolling Stones.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj